<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	xmlns:georss="http://www.georss.org/georss" xmlns:geo="http://www.w3.org/2003/01/geo/wgs84_pos#" xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/"
	>

<channel>
	<title>.:I Grove Trekk:.</title>
	<atom:link href="http://igrovetrekk.wordpress.com/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://igrovetrekk.wordpress.com</link>
	<description>.:Ogólnie Rzecz Biorąc:.</description>
	<lastBuildDate>Sat, 25 Jul 2009 14:56:47 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.com/</generator>
<cloud domain='igrovetrekk.wordpress.com' port='80' path='/?rsscloud=notify' registerProcedure='' protocol='http-post' />
<image>
		<url>http://s2.wp.com/i/buttonw-com.png</url>
		<title>.:I Grove Trekk:.</title>
		<link>http://igrovetrekk.wordpress.com</link>
	</image>
	<atom:link rel="search" type="application/opensearchdescription+xml" href="http://igrovetrekk.wordpress.com/osd.xml" title=".:I Grove Trekk:." />
	<atom:link rel='hub' href='http://igrovetrekk.wordpress.com/?pushpress=hub'/>
		<item>
		<title>I-&#8221;Potęga obróbki.&#8221;</title>
		<link>http://igrovetrekk.wordpress.com/2009/07/25/i-potega-obrobki/</link>
		<comments>http://igrovetrekk.wordpress.com/2009/07/25/i-potega-obrobki/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 25 Jul 2009 14:56:47 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Marta</dc:creator>
				<category><![CDATA[Okiem Amatora]]></category>
		<category><![CDATA[estetyka]]></category>
		<category><![CDATA[fotografia]]></category>
		<category><![CDATA[kicz]]></category>
		<category><![CDATA[obróbka]]></category>
		<category><![CDATA[photoshop]]></category>
		<category><![CDATA[sztuka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://igrovetrekk.wordpress.com/?p=269</guid>
		<description><![CDATA[Nie wszystko jest względne, czyli skąd pomysł? Już od dawna wiem, że moim rozmyślaniom sprzyja szum laptopa i para unosząca się nad kubkiem z kawą. Pewnie ktoś powie, że to kwestia przyzwyczajenia, ale ja wiem swoje – dobroczynne promieniowanie ekranu, wspomaga pracę moich szarych komórek. Bez niego – są tylko galaretką, spoczywającą pod sklepieniem czaszki, [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=igrovetrekk.wordpress.com&amp;blog=5796430&amp;post=269&amp;subd=igrovetrekk&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Nie wszystko jest względne, czyli skąd pomysł?</strong></p>
<p>Już od dawna wiem, że  moim rozmyślaniom sprzyja szum laptopa i para unosząca się nad kubkiem z kawą. Pewnie ktoś powie, że to kwestia przyzwyczajenia, ale ja wiem swoje – dobroczynne promieniowanie ekranu, wspomaga pracę moich szarych komórek. Bez niego – są tylko galaretką, spoczywającą pod sklepieniem czaszki, w towarzystwie opon mózgowych. Nie, tematem tego tekstu nie są rozważania poświęcone moim zdolnościom umysłowym. Istotny jest tu laptop, bo to dzięki niemu, dopadła mnie inspiracja na stworzenie działu Okiem Amatora.<br />
Przeglądając kolejne galerie zdjęć, zawodowców i amatorów, kolejne portale poświęcone fotografii, zastanowiła mnie jedna rzecz – dlaczego nikt nie pisze o estetyce w rzeczonej dziedzinie sztuki? Pewnie Rodziciel mój ma rację, łatwiej roztrząsać po raz setny zagadnienie techniki, która jest elementem prawie matematycznym w sztuce, a zwłaszcza w fotografii, a co za tym idzie – opierająca się na prostych i zrozumiałych zasadach. Gorzej jest z estetyką. Niejeden powie – estetyka to rzecz względna. Może i względna, ale nie zawsze. Bo z estetyką jest jak z kiczem – wszyscy się wykłócają, że nie można niczego zaszufladkować jako kicz, bo to jest „pojęcie względne”, a tymczasem, jakby zrobić ankietę w dziesięciu różnych krajach, rozrzuconych po całym świecie, z pytaniem, co jego mieszkańcy uważają za kicz, uzyskalibyśmy wiele identycznych odpowiedzi. Tak samo jest z estetyką – nie wszystko jest względne.<br />
Dlatego też, jako gówniarz-amator, zajmujący się kilkoma dziedzinami sztuki naraz, od rysunku, przez grafikę komputerową i fotografię, aż po haft artystyczny i malowanie jaj na Wielkanoc, doszłam do wniosku, że stworzę dział Okiem Amatora, w którym zamieszczać będę moje przemyślenia na temat wizualnej, i nie tylko, strony sztuki.</p>
<p><strong>I &#8211; „Potęga obróbki.”</strong></p>
<p>Jednym, mocarnym kliknięciem myszki, otwieram kolejny, hermetyczny „świat” pełen barw i kształtów. Kolejny „świat”, który mówi mi, że jego twórca, albo miał jakieś kompleksy związane ze swoją twórczością, albo za bardzo się rozczulił, podczas zabawy z programem typu Photoshop. „Świat” ten, jak wiele innych, nosi wdzięczną nazwę: „Moja galeria”, bądź „Moja twórczość”, tudzież „Profil Yyy”, ewentualnie „Zdjęcia Xxx”. O ile do trzech początkowych nazw zastrzeżeń nie mam, to ta ostatnia wydobywa z głębin mojej czaszki pytanie: czy to co widzę, ma jeszcze, oprócz nazwy „świata”, w którym się znalazło, coś wspólnego ze zdjęciami?</p>
<p><strong>Małe możliwości, wielkie&#8230;programy.</strong></p>
<p>Popularność fotografia zdobyła całkiem niedawno, w momencie, gdy aparaty cyfrowe wyparły ciemnie fotograficzne, oraz koszty związane z wywoływaniem zdjęć. Obecnie, zwykły aparat cyfrowy, tak zwany kompakt, sprzętem szczególnie poważanym nie jest, bo o żadnych wielkich możliwościach tych maleństw mówić nie można – zwyczajna maszynka, do robienia zdjęć dzieciakom, biegającym z buziami ubrudzonymi czekoladą. Zdjęć, które  w żadnym konkursie nie zdobędą pierwszego miejsca, ani nie pojawią się na łamach pisma fotograficznego.<br />
Z doświadczenia wiem, że od takich podrabianych w Korei kompaktów i albumowych zdjęć dzieciaków z dodatkiem czekolady, zaczyna się romans z fotografią, kończący się najczęściej dożywotnim związkiem. Pojawia się jednak problem – owa  beznadziejna jakość zdjęć, dotkliwa zwłaszcza przy konfrontacji z nawet najbardziej prymitywną lustrzanką. Nie każdy dysponuje sumą pieniędzy, która wystarczyłaby na zakup chociażby podstawowego wyposażenia fotografa – body, standardowego obiektywu, pokrowca i może kilku filtrów.  Wówczas, wielką pomocą dla takiego amatora zabaw z aparatem, są programy graficzne. Nie mam tutaj na myśli koniecznie Photoshopa, bo za jego cenę, można się zaopatrzyć w całkiem niezłą lustrzankę, ale o darmowych programach typu GIMP, które pozwalają na obróbkę fotografii.<br />
W porównaniu z cyfrówką, możliwości programów graficznych są wręcz kolosalne – wystarczy przesunięcie paru suwaków i otrzymujemy efekt, o niebo lepszy niż to co zaoferował nam nasz aparat. Oczywiście nie wyeliminuje się wszystkich „cyfrowych przypadłości” na jakie cierpi nasze zdjęcie, ale możemy sprawić, że będą one o wiele łatwiejsze w odbiorze. Na przykład kadrowanie zdjęć wykonanych aparatem cyfrowym jest bardzo ograniczone, wiąże się ze znacznym pogorszeniem jakości, nawet przy niewielkich cięciach, ale paroma dodatkowymi opcjami, typu maska wyostrzająca czy kontrast możemy to ukryć, pod warstwą obróbki. I tutaj pojawia się zagadnienie, którego problem chcę poruszyć.</p>
<p><strong>Co za dużo, to niezdrowo&#8230;</strong></p>
<p>Z obróbką jest jak z makijażem – nadmiar od razu rzuca się w oczy. Przy „naprawianiu” jakości zdjęcia trzeba być bardzo ostrożnym, pamiętać chociażby o tak banalnym aspekcie, jak różnice w wyświetlanym obrazie na poszczególnych monitorach. Te różnice można zauważyć już w momencie porównania zdjęcia na wyświetlaczu aparatu, na monitorze komputera i po jego wywołaniu, bądź wydrukowaniu. To zjawisko świetnie opisuje pan Krzysztof Karoń w rozdziale „Przekłamania koloru”, w książce „Color Management. Teoria i praktyka”, więc ja się w nie zagłębiać nie będę. Mówiąc ogólnie – na moim monitorze zdjęcie może wyglądać dobrze, na innym być nieco ciemniejsze, bądź jaśniejsze.<br />
Najczęściej stosuje się narzędzie kontrastu – świetnie pogłębia kolory, przez co zdjęcie jest ciekawsze wizualnie. Lekka maska wyostrzająca, bądź efekt wyblaknięcia kolorów, konwersja na odcienie szarości, dla bardziej zaawansowanych, zabawa z progowaniem – i nasze zdjęcie zaczyna „żyć”. Gorzej, kiedy podczas „reanimacji” ktoś się nieco zagalopuje – wówczas łatwo uzyska, nie wiedzieć czemu modnego obecnie, „fotograficznego topielca”. Czyli nic innego jak zdjęcie, które utonęło w nadmiarze obróbki, razi sztucznością, a bardzo często, także niechlujnym wykonaniem. Szczerze mówiąc, nie wiem czy taki twór nazywać jeszcze zdjęciem, czy może już grafiką. I pewnie nigdy się nie dowiem.</p>
<p><strong>Jak białe kozaczki.</strong></p>
<p>Białe kozaki stały się symbolem kiczu w modzie. I tak, jak nikt mi nie wmówi, że dobrze zaaranżowane białe kozaczki, cokolwiek miałoby to oznaczać, będą ładne, tak samo nikt mi nie wmówi, że pewne cechy obróbki upiększają zdjęcie.<br />
Dość popularnym efektem, i przyznaję, że bardzo ładnym, są wyblakłe kolory. Nie zdjęcie w trybie monochromatycznym, tylko w przygaszonym sRGB. Jest to efekt uzyskiwany w programach graficznych, jeszcze się nie spotkałam z lustrzanką, która dałaby nam taką możliwość. Chyba, że poeksperymentowalibyśmy z jasnością i ręcznym balansem bieli, aczkolwiek, czy wyjdzie nam to samo – nie wiem. Niestety, dzisiejsza młodzież, bo jakoś u osób, które już zakończyły okres dojrzewania tego nie zauważyłam, ma dziwny zwyczaj łączyć te wyblakłe kolory z nadzwyczaj mocnym i zupełnie do nich niepasującym kontrastem, przepaleniami, dziwacznymi efektami uzyskiwanymi w Photoshopie, typu glitche w kształcie kwiatków, gwiazdek i innych małych szczeniaczków, a na dodatek z fatalną kompozycją samego zdjęcia. Efekt jest tak sztuczny, że aż trudno uwierzyć, że ktoś jeszcze nazywa to zdjęciem.<br />
Inna sprawa to, monochromat, ale  zastosowany nie tam gdzie powinien. Często się spotykam ze zdjęciami kawałka pola, bądź szosy, w trybie monochromatycznym, do tego nieco rozmazane i zaszumione. Świetnie, mamy imitację starego zdjęcia, ale co z tego? Ponownie – przerost formy nad treścią.<br />
Poza tym, niektórym chyba trudno zrozumieć, że pewne zdjęcia po prostu na monochromat się nie nadają. Sama jestem fanką monochromatycznych zdjęć, ale niektórzy zapominają, że takie zdjęcia, oprócz dużego kontrastu, muszą też nieść ze sobą spory ładunek emocjonalny, przekazany nie w kolorze, bo jego się przecież pozbywamy, a w sfotografowanym obiekcie. Zasada trudna i wiecznie ignorowana.<br />
Oglądając coraz więcej galerii, zawierających takie photoshopowe twory, dochodzę do wniosku, że kiczowata obróbka, stała się zasłoną dla braków w umiejętnościach, czy nawet całkowitego braku talentu. Nie wspominam już nawet o czymś takim jak fatalne dobranie kolorów, którymi barwione są zdjęcia, bo kto na przykład widział niebieską trawę? Taki zabieg jest moim zdaniem niczym innym, jak próbą odwrócenia uwagi od niedociągnięć w kompozycji. </p>
<p><strong>Podsumowując.</strong></p>
<p>W zasadzie po co o tym pisać? Nieumiejętnie zrobione zdjęcie, czy wszelkie niedociągnięcia i braki w umiejętnościach, przez profesjonalistę zostaną natychmiast dostrzeżone &#8211;  czym się tu przejmować? Mnie to osobiście razi z dwóch powodów:<br />
Po pierwsze, to promuje kicz i rozpowszechnia przekonanie, że każdy może być artystą, a to czy ma talent, to już sprawa mało istotna. Osobiście uważam, że jest inaczej, choć pewnie pojawią się tacy, którzy mnie za to zlinczują, i dla mnie, liczy się przede wszystkim talent, poczucie estetyki. Tak, wiem, jestem rasistką, Żydówką, masonką i nie wiem kim tam jeszcze, ale takie jest moje zdanie – odebrać sztukę Masie, bo Masa sprowadza ją do swojego poziomu.<br />
Po drugie, to naprawdę godzi w twórczość ludzi, którzy zdjęcia robią bardzo dobrze, a brakuje im sprzętu, bądź umiejętności w posługiwaniu się programami graficznymi. Ile razy widziałam dobre zdjęcie, naprawdę warte uwagi, a zignorowane, bo wizualnie, w sensie, na przykład, nasycenia kolorów, było nieciekawe. Takie potraktowanie odbiera utalentowanym ludziom, zwłaszcza młodym, chęci i motywację. Zwłaszcza, kiedy sami widzą że promowane są zdjęcia, nie mające w sobie żadnej wartości artystycznej, poza sztuczną głębią ostrości, czy przesadzonym kontrastem.<br />
Oczywiście, ktoś kto się na tym zna, dostrzeże różnicę. Tyle, że obecnie twórczość amatorów  trafia do ludzi, którzy na ogół kompletnie nie mają pojęcia o sztuce. I jak tu walczyć z nadmiarem kiczowatej obróbki?</p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/igrovetrekk.wordpress.com/269/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/igrovetrekk.wordpress.com/269/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/igrovetrekk.wordpress.com/269/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/igrovetrekk.wordpress.com/269/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/igrovetrekk.wordpress.com/269/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/igrovetrekk.wordpress.com/269/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/igrovetrekk.wordpress.com/269/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/igrovetrekk.wordpress.com/269/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/igrovetrekk.wordpress.com/269/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/igrovetrekk.wordpress.com/269/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/igrovetrekk.wordpress.com/269/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/igrovetrekk.wordpress.com/269/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/igrovetrekk.wordpress.com/269/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/igrovetrekk.wordpress.com/269/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=igrovetrekk.wordpress.com&amp;blog=5796430&amp;post=269&amp;subd=igrovetrekk&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://igrovetrekk.wordpress.com/2009/07/25/i-potega-obrobki/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
	
		<media:content url="http://1.gravatar.com/avatar/f6dadec3241d4ca88b2ce9b8cf131fda?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">Marta</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Zmiany graficzno-polityczne nadchodzą.</title>
		<link>http://igrovetrekk.wordpress.com/2009/06/27/zmiany-graficzno-polityczne-nadchodza/</link>
		<comments>http://igrovetrekk.wordpress.com/2009/06/27/zmiany-graficzno-polityczne-nadchodza/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 27 Jun 2009 15:47:17 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Marta</dc:creator>
				<category><![CDATA[Zbiorowisko]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://igrovetrekk.wordpress.com/?p=261</guid>
		<description><![CDATA[W związku z tym, że ostatnio skupiłam się bardziej na Lierr i jej fanaberiach, wszelkie teksty z zawartością owej elfki znikną z IGT. Od teraz, historia Lierry zacznie egzystować pod jakże szumnym tytułem &#8211; &#8222;Czwarta Era&#8221; &#8211; na osobnym blogu. Blog znajduje się na serwerze Yggdrasil.pl, będącym ni mniej, ni więcej inkarnacją WordPressa stworzoną przez [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=igrovetrekk.wordpress.com&amp;blog=5796430&amp;post=261&amp;subd=igrovetrekk&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>W związku z tym, że ostatnio skupiłam się bardziej na Lierr i jej fanaberiach, wszelkie teksty z zawartością owej elfki znikną z IGT. Od teraz, historia Lierry zacznie egzystować pod jakże szumnym tytułem &#8211; &#8222;Czwarta Era&#8221; &#8211; na osobnym blogu. Blog znajduje się na serwerze Yggdrasil.pl, będącym ni mniej, ni więcej inkarnacją WordPressa stworzoną przez i dla fantastów.<br />
Zapanuje też porządek w pozostałych kategoriach, opowiadania zostaną posegregowane, niektóre zostaną wyrzucone do czasu ich przeredagowania [m.in. taki los spotka "Dzikie Jabłonie]. Pracuję też nad logiem, które niebawem zawiśnie tam u góry, zamiast tych kolorowych maziajów. Nie wiem co jeszcze zrobię z &#8222;Tuulą&#8221;, ale na razie pozostanie w takiej formie jak teraz.<br />
To by było na tyle. Adres bloga &#8222;Czwartej Ery&#8221; to www.czwartaera.yggdrasil.pl. Znajdzie się on w panelu z linkami na IGT, więc kłopotu z dostaniem się na niego nie będzie.</p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/igrovetrekk.wordpress.com/261/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/igrovetrekk.wordpress.com/261/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/igrovetrekk.wordpress.com/261/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/igrovetrekk.wordpress.com/261/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/igrovetrekk.wordpress.com/261/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/igrovetrekk.wordpress.com/261/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/igrovetrekk.wordpress.com/261/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/igrovetrekk.wordpress.com/261/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/igrovetrekk.wordpress.com/261/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/igrovetrekk.wordpress.com/261/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/igrovetrekk.wordpress.com/261/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/igrovetrekk.wordpress.com/261/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/igrovetrekk.wordpress.com/261/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/igrovetrekk.wordpress.com/261/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=igrovetrekk.wordpress.com&amp;blog=5796430&amp;post=261&amp;subd=igrovetrekk&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://igrovetrekk.wordpress.com/2009/06/27/zmiany-graficzno-polityczne-nadchodza/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
	
		<media:content url="http://1.gravatar.com/avatar/f6dadec3241d4ca88b2ce9b8cf131fda?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">Marta</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Królikarnia, cz. I</title>
		<link>http://igrovetrekk.wordpress.com/2009/04/05/krolikarnia-cz-i/</link>
		<comments>http://igrovetrekk.wordpress.com/2009/04/05/krolikarnia-cz-i/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 05 Apr 2009 18:21:43 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Marta</dc:creator>
				<category><![CDATA[Siedem Kart Chaosu]]></category>
		<category><![CDATA[bajka]]></category>
		<category><![CDATA[baśń]]></category>
		<category><![CDATA[królik]]></category>
		<category><![CDATA[królikarnia]]></category>
		<category><![CDATA[magia]]></category>
		<category><![CDATA[moc]]></category>
		<category><![CDATA[opowieści]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://igrovetrekk.wordpress.com/?p=258</guid>
		<description><![CDATA[Kto w dzieciństwie nie słuchał baśni, ten może być pewien, że jego życie jest jakby niepełne. Bo tylko ten, kto opowieści, bajek i baśni słucha, ten wie, że mają one moc potężną. Opowieści niosą ze sobą czas, ludzi i całe krainy. Opowieści wzdłuż i wszerz przesycone są magią. Opowieści czasami też ożywają&#8230; Mała Cecille pchnęła [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=igrovetrekk.wordpress.com&amp;blog=5796430&amp;post=258&amp;subd=igrovetrekk&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Kto w dzieciństwie nie słuchał baśni, ten może być pewien, że jego życie jest jakby niepełne. Bo tylko ten, kto opowieści, bajek i baśni słucha, ten wie, że mają one moc potężną. Opowieści niosą ze sobą czas, ludzi i całe krainy. Opowieści wzdłuż i wszerz przesycone są magią. Opowieści czasami też ożywają&#8230;</p>
<p>Mała Cecille pchnęła kuchenne drzwi i wychyliła głowę na zewnątrz. Wczesnojesienne słońce otulało ziemię złotym blaskiem, pod wpływem którego łagodniały wszystkie kontury, a świat wydawał się być barwny jak motyl i miękki jak poduszka. Drewniany płot wydawał się być okryty złotem, a sierść tłustego kucyka, pasącego się nieopodal, nabrała łagodnego odcienia brązu. Drzewa, choć już częściowo pozbawione soczystej, zielonej barwy, nadal kryły w sobie piękno i majestat władców flory. W sadzie, między żółknącymi liśćmi, na kształt wielkich, krągłych owadów, pyszniły się w pełni dojrzałe jabłka.<br />
Dziewczynka ponownie pchnęła drzwi, tym razem otwierając je na oścież. Do kuchni wpadł lekki, jesienny wiaterek, choć ciepły, niosący ze sobą milczącą groźbę nadchodzących chłodów. Cecille pokonała niewysoki stopień i w podskokach popędziła przez podwórko. Ciemniejące źdźbła trawy tłumiły odgłos jej kroków, wietrzyk rozwiewał rude loki i falbany bladożółtej sukienki. Cecille przypominała teraz małego, piegowatego aniołka. I nikogo by pewnie nie zdziwiło, gdyby nagle otoczyła ją aureola białych piór, unosząca ją prosto ku błękitnym bramom nieba. Ale niestety, Cecille nie była aniołkiem, choć pewnie, zważywszy na czekającą ją przyszłość, lepiej by było, gdyby nim została.<br />
Podwórze miało idealny kształt kwadratu, ograniczonego z trzech stron zabudowaniami gospodarczymi i z jednej małym, wiejskim domkiem. Po stronie przeciwległej do owego domu, stało najstarsze z nich &#8211; królikarnia. Owa królikarnia stała tam jeszcze zanim państwo Meyers postanowili urządzić się na wsi, z dala od hałaśliwego i niezbyt przyjemnie pachnącego miasta. Właściwie była to decyzja pana Meyersa, pięćdziesięcioletniego bankiera, zmęczonego długimi latami stresującej pracy. Z kolei młodziutka pani Meyers, była wciąż złakniona zabawy i wszelakich wygód, dlatego perspektywa przeprowadzki na wieś jawiła jej się jako przeraźliwie zielone, pełne krów więzienie. Ponadto narodziny, teraz już siedmioletniej, Cecille, na stałe wykrzywiły jej twarz grymasem niezadowolenia. I o ile parę lat wcześniej, o pani Kathleen Meyers można było powiedzieć, że jest uroczą i piękną kobietą, o tyle teraz, uchodziła za nieprzyjemną i zgorzkniałą pannicę, łasą na pieniądze leciwego bankiera. Ale wróćmy do królikarni.<br />
Był to niewysoki, zbudowany z przyciemnionych desek budynek, z parą szerokich wrót i dwoma niewielkimi okienkami od strony podwórza i wiejskiej dróżki, która przebiegała tuż obok. Ramy okienne pobielono, a dbająca o króliki, pani Shetter, ustawiła nawet na parapetach ciężkie donice z pelargoniami. Gdyby jeszcze pani Shetter postanowiła zawiesić firanki, można by wziąć królikarnię za nietypowy, maleńki domek. Wewnątrz, wzdłuż ścian, na specjalnie skonstruowanych półkach, poustawiano klatki z królikami, tworząc z nich po trzy piętra. W każdej z nich, znajdował się jeden królik, hodowany z myślą o sprzedaży na targu, lub, w okolicy świąt, przerobieniu na pasztet. Poza tym, pani Meyers z zadowoleniem odbierała od miejscowej krawcowej, rękawiczki i płaszcze obszyte króliczym futerkiem. Natomiast dla małej Cecille, królikarnia była miejscem magicznym, pełnym ciepła. Pani Shetter bowiem, miała miły zwyczaj raczyć małą Cecille ludowymi opowieściami i baśniami, podczas gdy dziewczynka siedziała na kupce siana i głaskała swojego ukochanego królika. Tym królikiem był Mathias, uwielbiany przez Cecille chyba dlatego, że jego futerko miało przepiękny, rudy kolor &#8211; zupełnie jak jej wiecznie wzburzone loki.<br />
Dziewczynka wbiegła do zanurzonej w półmroku królikarni. Pani Shetter jak zwykle przewiązana w pasie błękitnym fartuchem, rozkrajała świeżo zerwane jabłka. Starsza kobieta zawsze dawała swoim podopiecznym różne królicze przysmaki, bo jak twierdziła, wtedy króliki były szczęśliwsze i więcej warte. Co prawda pani Meyers, gdy tylko to słyszała, prychała z pogardą, twierdząc, że jakoś więcej na nich nie zarabiają, ale pani Shetter tylko uśmiechała się w odpowiedzi, co zawsze doprowadzało jej chlebodawczynię do szału.<br />
Teraz pani Shetter stała zgięta w pół i przesypywała cząstki owoców do maleńkiej skrzyneczki. Cała królikarnia pachniała przyjemnie sianem i kwaskowatymi jabłkami. Z kolei pod nogami pani Shetter kręcił się jej wierny psiak Bruce, nazywany przez wszystkich Łatkiem. Psisko było niewielkie, białe w brązowe ciapki. Podskakując na chudych łapkach, Bruce poszczekiwał niecierpliwie i machał cienkim ogonkiem jak oszalały. Cecille, jak każdy kto znał Łatka, darzyła go ogromną sympatią, zwłaszcza w chwilach smutku, gdy kładł jej łeb na kolanach i spoglądał na nią wielkimi, orzechowymi ślepiami.<br />
Łatek szczęknąwszy na Cecille obskoczył ją dokoła i powrócił do swojej pani. Starsza kobieta obejrzała się przez ramię i uśmiechnęła szeroko do dziewczynki. Cecille zaintrygowana obserwowała, jej pogłębiające się w uśmiechu zmarszczki.<br />
- Witaj Złotko &#8211; zaskrzeczała pani Shetter i pokuśtykała ze skrzyneczką pełną jabłek, do pierwszej klatki &#8211; Jak się dzisiaj masz?<br />
- Dobrze, pani Shetter &#8211; dygnęła dziewczynka &#8211; Czy mogę pogłaskać Mathiasa?<br />
Pani Shetter zachichotała i skinęła głową. W głębi serca uwielbiała tę małą, nieśmiałą dziewczynkę, ale też współczuła jej. Doskonale wiedziała, że matka traktuje Cecille jak zbędny balast, a dla ojca jest tylko małym, rudym cieniem przemykającym po jego domu. Dlatego, choć nikomu innemu na to nie pozwalano, Cecille głaskała i przytulała króliki do woli. Pani Shetter uważała też, że nie można było być szczęśliwym, gdy nie znało się wielu bajek i opowieści, dlatego też, Cecille poznawała nową każdego dnia. Jedne były straszne lub zabawne, a jeszcze inne, i te należały do jej ulubionych, były pełne magii i baśniowych stworzeń, dobrych dla ludzi, jeżeli tę dobroć odwzajemniano.<br />
- O czym mi pani dzisiaj opowie pani Shetter? &#8211; zapytała Cecille, gdy rudy Mathias ułożył się wygodnie na jej kolanach, poddając się pieszczotom.<br />
- Dzisiaj ci nic nie opowiem Złotko &#8211; westchnęła pani Shetter &#8211; Nie zdążę ci żadnej opowiedzieć. Moje biedne, stare kości znowu są chore i muszę odwiedzić pana doktora &#8211; pani Shetter, dla potwierdzenia swoich słów stęknęła ciężko i złapała się za kolano &#8211; Jak tylko nakarmię króliki, od razu wychodzę. Zatem miej Złotko baczenie na moich podopiecznych!<br />
Pani Shetter uśmiechnęła się promiennie do dziewczynki i włożyła do kolejnej klatki kilka cząstek jabłka. Cecille zrezygnowana pochyliła się nad ukochanym królikiem. To, że nie będzie mogła poznać nowej opowieści, zasmuciło ją wielce. I pewnie też przeraziłaby się, gdyby wiedziała, że tego dnia, dla odmiany, to opowieści postanowiły poznać Cecille&#8230;</p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/igrovetrekk.wordpress.com/258/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/igrovetrekk.wordpress.com/258/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/igrovetrekk.wordpress.com/258/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/igrovetrekk.wordpress.com/258/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/igrovetrekk.wordpress.com/258/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/igrovetrekk.wordpress.com/258/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/igrovetrekk.wordpress.com/258/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/igrovetrekk.wordpress.com/258/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/igrovetrekk.wordpress.com/258/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/igrovetrekk.wordpress.com/258/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/igrovetrekk.wordpress.com/258/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/igrovetrekk.wordpress.com/258/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/igrovetrekk.wordpress.com/258/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/igrovetrekk.wordpress.com/258/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=igrovetrekk.wordpress.com&amp;blog=5796430&amp;post=258&amp;subd=igrovetrekk&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://igrovetrekk.wordpress.com/2009/04/05/krolikarnia-cz-i/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
	
		<media:content url="http://1.gravatar.com/avatar/f6dadec3241d4ca88b2ce9b8cf131fda?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">Marta</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Indywiduum bez twarzy (na podstawie artykułu &#8222;Orgazm osobowości&#8221;)</title>
		<link>http://igrovetrekk.wordpress.com/2009/03/15/indywiduum-bez-twarzy-na-podstawie-artykulu-orgazm-osobowosci/</link>
		<comments>http://igrovetrekk.wordpress.com/2009/03/15/indywiduum-bez-twarzy-na-podstawie-artykulu-orgazm-osobowosci/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 15 Mar 2009 22:23:48 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Marta</dc:creator>
				<category><![CDATA[Eseje]]></category>
		<category><![CDATA[indywidualizm]]></category>
		<category><![CDATA[moda]]></category>
		<category><![CDATA[osobowość]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://igrovetrekk.wordpress.com/?p=215</guid>
		<description><![CDATA[Owe dwa artykuły (ten oraz &#8222;Antyczny mit o humanizmie&#8230;) są komentarzami do artykułów opublikowanych w &#8222;Polityce&#8221;, czyli pracą domową dla p.S. na WOS. Indywiduum bez twarzy (na podstawie artykułu &#8222;Orgazm osobowości&#8221;) O tym, że żyjemy w czasach skrajnego indywidualizmu wie chyba każdy. Jedni ze spokojem ten stan akceptują, poddając się licznym zabiegom, które za jakiś [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=igrovetrekk.wordpress.com&amp;blog=5796430&amp;post=215&amp;subd=igrovetrekk&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Owe dwa artykuły (ten oraz &#8222;Antyczny mit o humanizmie&#8230;) są komentarzami do artykułów opublikowanych w &#8222;Polityce&#8221;, czyli pracą domową dla p.S. na WOS.</p>
<p>Indywiduum bez twarzy (na podstawie artykułu &#8222;Orgazm osobowości&#8221;)</p>
<p>O tym, że żyjemy w czasach skrajnego indywidualizmu wie chyba każdy. Jedni ze spokojem ten stan akceptują, poddając się licznym zabiegom, które za jakiś czas zrobią z nich ludzi odrętwiałych, odpornych na wpływ emocji, ale raczej dryfujących niż płynących z nurtem indywidualizmu. Inni się temu przeciwstawiają, choć ich bunt, ze względu na niewielki manifest siły, przechodzi bez echa i egzystują jak kołki wbite w dno, walczące z prądem rzeki. A jeszcze inni, i tych jest najwięcej, rzucają się w przez nikogo niezbadane odmęty swojego własnego, indywidualnego bagna. Czym właściwie jest indywidualizm dwudziestego pierwszego wieku? Jest dążeniem do zerwania ze wspólnotą, nie tylko pod względem stylu, poglądów, ale także w relacjach społecznych. Ludzie uciekają od siebie nawzajem, starają się wyrwać z ciasnych kręgów wspólnot, kreując siebie na własną rękę. Obecnie możemy dopatrzyć się tendencji do swoistego, społecznego &#8222;teatru jednego aktora&#8221;, bo każdy chce być dla swojego wizerunku zarówno pierwszym planem jak i tłem.<br />
Główną rolę w całym tym cyrku odgrywają media. To one są areną dla milionów indywiduów, są przepustką do zamanifestowania samego siebie. To media, poprzez szklany ekran i barwne czasopisma, narzucają nam trend indywidualizmu. Przy tym jednocześnie wysuwają nam na przeciw teorie, porady, wręcz nakazy, jak mamy stać się jednostką. Wyznaczają nam cele, rządzi nami moda, która nam dyktuje co wolno, a czego powinniśmy unikać. Moda, którą, spójrzmy prawdzie w oczy, wymyślili ludzie, którzy nie znajdowali już innego sposobu na kontrolowanie innych. Moda, we współczesnym tego słowa rozumieniu, jest jedynie narzędziem kontroli, narzuceniem nam czyjejś woli. Gdyby kult indywidualizmu przyrównać do ludziej istoty, moda byłaby jej prawą ręką &#8211; silną i najbardziej wpływającą na ludzi.<br />
Kiedy coś nam się nie podoba, mówimy: &#8222;to jest niemodne&#8221;. Coraz więcej osób potrafi konstruować i wygłaszać swoje opinie tylko i wyłącznie przy pomocy mody. Każdego dnia stacje telewizyjne bombardują nas nowymi programami o tym jak się ubierać, co jeść, dokąd chodzić. Tylko, że przez nasz entuzjazm dla indywidualizmu, nie zauważyliśmy pewnej istotnej rzeczy &#8211; straciliśmy twarz. Twarz jest niepowtarzalnym elementem ludzkiego ciała, dzięki któremu rozpoznajemy siebie nawzajem. Twarz, o której mówię, ma wymiar symboliczny, odnosi się raczej do całego wizerunku. Ponieważ ulegliśmy modzie, dostosowaliśmy się do wytycznych, jak być indywidualistą, dotarliśmy po pewnym czasie do etapu, w którym wszyscy są identyczni. Ubieramy się w podobnym stylu, bo taka jest moda. Słuchamy podobnej muzyki, bo taka jest aktualna lista przebojów. Chodzimy do tych samych restauracji, kupujemy w tych samych sklepach, tak samo wychowujemy dzieci, interesujemy się tym samym, wykonujemy ten sam zawód. Dlaczego? Bo to nam mówi, że jesteśmy indywidualistami. Tylko, że nie tylko my tego indywidualizmu zapragnęliśmy.<br />
Inna sprawa to idealizacja naszego wizerunku. Zamiatamy pod dywan to co niewygodne, skupiamy się na tym ile zarabiamy, gdzie pracujemy, jak wyglądamy. To wszystko. Jesteśmy dorodnym okazem, definicyjnego konsumenta. A przy tym nasze życie musi być oryginalne, pełne zaskakujących zwrotów. Nie mamy oporów przed wywołaniem skandalu, bo przecież dzięki niemu zyskamy rozgłos i będziemy jeszcze bardziej indywidualni.<br />
Świetnym przykładem tego pędu do indywidualności są dzieci i młodzież. W Internecie, krążąc po stronach z grami MMORPG i im podobnymi, natykamy się na setki identycznych stworzonych przez graczy postaci. Oprócz tego, że zawsze biografia takiej postaci obfituje w liczne tragedie i bohaterskie czyny, można dojrzeć pewne oklepane schematy osobowości. Kobiety zawsze są idealnie piękne, wyzwolone seksualnie i pozbawione jakichkolwiek zahamowań. Panowie to brutalni &#8222;pakerzy&#8221;, wymuskani i powalający swoim urokiem osobistym. A przy tym bezbarwni, bezpłciowi i w ogóle &#8222;bez&#8221;. Bo chcieli być oryginalni.</p>
<p><a href="http://www.polityka.pl/orgazm-osobowosci/Text01,1304,164097,18/">Odnośnik do artykułu</a></p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/igrovetrekk.wordpress.com/215/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/igrovetrekk.wordpress.com/215/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/igrovetrekk.wordpress.com/215/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/igrovetrekk.wordpress.com/215/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/igrovetrekk.wordpress.com/215/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/igrovetrekk.wordpress.com/215/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/igrovetrekk.wordpress.com/215/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/igrovetrekk.wordpress.com/215/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/igrovetrekk.wordpress.com/215/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/igrovetrekk.wordpress.com/215/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/igrovetrekk.wordpress.com/215/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/igrovetrekk.wordpress.com/215/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/igrovetrekk.wordpress.com/215/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/igrovetrekk.wordpress.com/215/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=igrovetrekk.wordpress.com&amp;blog=5796430&amp;post=215&amp;subd=igrovetrekk&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://igrovetrekk.wordpress.com/2009/03/15/indywiduum-bez-twarzy-na-podstawie-artykulu-orgazm-osobowosci/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://1.gravatar.com/avatar/f6dadec3241d4ca88b2ce9b8cf131fda?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">Marta</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Antyczny mit o humanizmie (na podstawie artykułu &#8222;Nie ma szczęścia bez myślenia&#8221;)</title>
		<link>http://igrovetrekk.wordpress.com/2009/03/15/antyczny-mit-o-humanizmie-na-podstawie-artykulu-nie-ma-szczescia-bez-myslenia/</link>
		<comments>http://igrovetrekk.wordpress.com/2009/03/15/antyczny-mit-o-humanizmie-na-podstawie-artykulu-nie-ma-szczescia-bez-myslenia/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 15 Mar 2009 21:27:44 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Marta</dc:creator>
				<category><![CDATA[Eseje]]></category>
		<category><![CDATA[humanizm]]></category>
		<category><![CDATA[myślenie]]></category>
		<category><![CDATA[religia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://igrovetrekk.wordpress.com/?p=212</guid>
		<description><![CDATA[Dla ludzi, którzy wbrew współczesnej modzie, zachowali jeszcze zdolność do głębszych przemyśleń, jest to smutna prawda &#8211; humanizm obecnie postrzegany jest jako mit, jako mgliste wspomnienie z dalekiej przeszłości. Myślenie nie jest w cenie, nie jest modne być humanistą, na humanizm szkoda pieniędzy. Te i wiele innych, utrzymanych w podobnym tonie zasad, rządzi świadomością człowieka [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=igrovetrekk.wordpress.com&amp;blog=5796430&amp;post=212&amp;subd=igrovetrekk&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Dla ludzi, którzy wbrew współczesnej modzie, zachowali jeszcze zdolność do głębszych przemyśleń, jest to smutna prawda &#8211; humanizm obecnie postrzegany jest jako mit, jako mgliste wspomnienie z dalekiej przeszłości. Myślenie nie jest w cenie, nie jest modne być humanistą, na humanizm szkoda pieniędzy. Te i wiele innych, utrzymanych w podobnym tonie zasad, rządzi świadomością człowieka współczesnego, buduje jego spojrzenie na świat, religię, fundamenty moralne. I choć znalazłabym niejeden argument przeciwko stwierdzeniu, że wartościowa literatura obumiera, trudno nie przyznać racji poglądom profesora Gadacza.<br />
Do moich uszu dotarło, nie raz i nie dwa, określenie &#8222;humanista&#8221;, dosłownie wyplute z ust rozmówcy, jakby napawało go wielkim obrzydzeniem. Ku mojemu przerażeniu, &#8222;humanista&#8221; jest w dzisiejszych czasach największą obelgą, określeniem-etykietką dla ludzi, o zgrozo, nie myślących. Obecnie monopol na myślenie mają &#8222;ścisłowcy&#8221;, bo przecież myślenie opiera się ściśle na logice. Nikt nie bierze pod uwagę, że logika jest niczym innym jak tylko ślizganiem się po schematach, przed którymi wszyscy próbują dzisiaj uciekać. W logice nie ma głębi, która niezbędna jest człowiekowi, nie ma niezgodności i przeciwieństw, które są podstawą naszego człowieczeństwa. Bo człowiek nie jest istotą logiczną, jest istotą abstrakcyjną. Dlatego też, nie można z naszego życia wyłączać humanizmu, będącego jedyną drogą do zrozumienia. Nikt rzecz jasna, nie umniejsza wagi rozwoju technicznego, nikt nie twierdzi, że matematyka, czy fizyka są naukami bezsensownymi i niepotrzebnymi. Ale nauki ścisłe, nie mogą zapełniać pustej przestrzeni po humanizmie. To tak jakbyśmy zastąpili ludzki mózg drugim sercem, bo serce jest narządem wydajniejszym, silniejszym, zapominając, że to mózg kontroluje pracę naszego organizmu i to w mózgu znajdują się obszary pełniące funkcje definiujące nas jako istoty ludzkie. Z drugiej jednak strony, nie można dziwić się takiej pogardzie dla humanistów, skoro obecnie kojarzą się oni z człowiekiem będącym intelektualnym widmem, nie przejawiającym jakichkolwiek predyspozycji do bycia matematykiem, fizykiem, chemikiem, za to kojarzącym się z brakiem fundamentalnej wiedzy i ogólną ignorancją. Tylko dlaczego ma przez to cierpieć prawdziwy humanista, człowiek-twórca, którego narzędziem pracy jest właśnie myśl?<br />
Profesor Gadacz, obok problemu słabego wykształcenia, polityki odseparowanej od umiejętności myślenia, wspomniał o religii, która, podobnie jak wiele kulturowych i duchowych wartości, w dzisiejszych czasach odchodzi w zapomnienie. Prawie każdy człowiek w młodym wieku przechodzi przez okres ateizmu, kiedy zaczyna wątpić w wartości przekazywane mu przez rodzinę i najbliższe otoczenie. Na ogół jednak, choć nie zawsze, dochodzi do wniosku, że kiedy żyjemy z perspektywą duchowego wsparcia, to żyje nam się łatwiej. Nie dlatego, że odpowiedzialnością za nasze czyny możemy obarczyć jakąś siłę wyższą, ale dlatego, że w chwilach załamania i niepewności, kiedy nie pozostanie przy nas nikt, mamy do kogo się zwrócić. I nie ważne jak ma na imię &#8211; Jahwe, Odyn, Allah czy Jezus. Ważne, że jest. Życie w ateizmie jest o tyle trudniejsze, że sami musimy sobie wyznaczyć zasady moralne od podstaw, wymaga to od nas dużego wysiłku intelektualnego. I tu właśnie pojawia się zasadnicza przeszkoda &#8211; jak to może się udać w społeczeństwie aintelektualnym? To samo tyczy się religii &#8211; jak możemy w pełni ją pojąć, skoro nie myślimy, a przecież aspekt religii jest jednym z najbardziej skomplikowanych elementów ludzkiego życia? Stąd biorą się problemy współczesnej religii: pojmowanie jej jako instytucję, poleganie na księgach, na prawach narzuconych nam przez hierarchów. Zapominamy o tym, że religię tworzą właśnie ludzie, przyzwyczajamy się do pogardzania bliźnim, bo przecież wpojono nam, że w oczach bogów jest on niczym. Znowu nie myślimy, znowu nie analizujemy, znowu się nie zagłębiamy, bo przecież logika nakazuje nam odrzucenie rzeczy abstrakcyjnych, nie mieszczących się w jej ramach. Dochodzimy do sytuacji, kiedy ludzie otwarcie przyznający się do wiary są narażeni na ataki ze strony otoczenia. Wyznawcy różnych religii szczują siebie nawzajem, a przyznanie się do własnego, osobistego wyznania, bądź opartego na wierze niechrześcijańskiej*, wiąże się z odrzuceniem przez resztę społeczeństwa. I to dlatego, że humanizm postawiliśmy obok mitów świata antycznego.  </p>
<p><a href="http://www.polityka.pl/polityka/index.jsp?place=Lead10&amp;news_cat_id=542&amp;news_id=166201&amp;layout=1&amp;forum_id=2444&amp;fpage=Threads&amp;page=text">Odnośnik do artykułu</a></p>
<p><em>* Jako asatru (opierającym się jeszcze na osobistej filozofii) nie raz spotkałam się z dość nieprzyjemną reakcją otoczenia, kiedy mówiłam o swojej wierze.</em></p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/igrovetrekk.wordpress.com/212/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/igrovetrekk.wordpress.com/212/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/igrovetrekk.wordpress.com/212/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/igrovetrekk.wordpress.com/212/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/igrovetrekk.wordpress.com/212/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/igrovetrekk.wordpress.com/212/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/igrovetrekk.wordpress.com/212/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/igrovetrekk.wordpress.com/212/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/igrovetrekk.wordpress.com/212/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/igrovetrekk.wordpress.com/212/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/igrovetrekk.wordpress.com/212/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/igrovetrekk.wordpress.com/212/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/igrovetrekk.wordpress.com/212/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/igrovetrekk.wordpress.com/212/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=igrovetrekk.wordpress.com&amp;blog=5796430&amp;post=212&amp;subd=igrovetrekk&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://igrovetrekk.wordpress.com/2009/03/15/antyczny-mit-o-humanizmie-na-podstawie-artykulu-nie-ma-szczescia-bez-myslenia/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://1.gravatar.com/avatar/f6dadec3241d4ca88b2ce9b8cf131fda?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">Marta</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Oczy ze szkła</title>
		<link>http://igrovetrekk.wordpress.com/2009/03/12/oczy-ze-szkla/</link>
		<comments>http://igrovetrekk.wordpress.com/2009/03/12/oczy-ze-szkla/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 12 Mar 2009 20:53:27 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Marta</dc:creator>
				<category><![CDATA[Siedem Kart Chaosu]]></category>
		<category><![CDATA[lalka]]></category>
		<category><![CDATA[masochizm]]></category>
		<category><![CDATA[oczy]]></category>
		<category><![CDATA[opowiadanie]]></category>
		<category><![CDATA[porcelana]]></category>
		<category><![CDATA[szkło]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://igrovetrekk.wordpress.com/?p=209</guid>
		<description><![CDATA[Jej pokój był jak cela &#8211; mały, ciasny, pomalowany szarą farbą, która miejscami odchodziła całymi płatami. Świadectwa gorszych dni Idy, w postaci rdzawo-żółtych zacieków na ścianach i podłodze, bynajmniej nie poprawiały wyglądu pokoju. Umeblowany był nader skromnie, pod oknem stało żeliwne łóżko, a na przeciwległej ścianie umocowano długą deskę w charakterze półki. Całą resztę zniszczyła [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=igrovetrekk.wordpress.com&amp;blog=5796430&amp;post=209&amp;subd=igrovetrekk&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Jej pokój był jak cela &#8211; mały, ciasny, pomalowany szarą farbą, która miejscami odchodziła całymi płatami. Świadectwa gorszych dni Idy, w postaci rdzawo-żółtych zacieków na ścianach i podłodze, bynajmniej nie poprawiały wyglądu pokoju. Umeblowany był nader skromnie, pod oknem stało żeliwne łóżko, a na przeciwległej ścianie umocowano długą deskę w charakterze półki. Całą resztę zniszczyła Ida, w swoich napadach furii.<br />
To co najbardziej obrzydzało dziewczynę w jej pokoju, to spora kolekcja porcelanowych lalek, posadzonych na półce. Lalki należały do matki Idy, więc do przewidzenia było, że w końcu wciśnie je na siłę swojej córce. Ida ich nienawidziła. Nienawidziła kolorowych sukienek, przez lata blaknących w promieniach słońca. Nienawidziła bladych, ponurych twarzy, zastygłych, w wyrazie chłodnej obojętności i głęboko osadzonych, martwych oczu ze szkła. Przerażały ją, wpatrując się w nią dzień po dniu, godzina po godzinie, wszystkie, bez wyjątku. Jedna budziła w niej szczególny, niewytłumaczalny lęk, ta o wielkich piwnych oczach i prostych, ciemnych włosach splecionych w warkocze, tak bardzo przypominająca samą Idę.<br />
Ciocia Magda, nie zdając sobie sprawy z kłopotów Idy, podarowała jej na siedemnaste urodziny lustro w pięknej, misternie zdobionej ramie z drewna. Matka Idy nie powiedziała nic, tylko razem z mężem zataszczyła zwierciadło na górę, do sypialni córki. Cóż mogła zrobić? Nie chciała by ktokolwiek wiedział o przypadłości Idy. Bogata i szanowana rodzina nie może sobie pozwolić na skandal, szczególnie w tak małej miejscowości, gdzie wieści, zwłaszcza te szokujące, rozchodziły się w zastraszającym tempie. Tak też, dziewczyna stała się właścicielką sporego lustra, opartego o jej łóżko, z taflą oblepioną kurzem.<br />
Ida stanęła przed lustrem, patrząc z zadowoleniem na swoje nagie ciało. Lubiła, zawsze po wieczornej kąpieli, patrzeć na siebie, rozmyślając przy tym, co czeka ją następnego dnia. Ida nie lubiła pozostawiać swojego życia losowi, wolała mieć wszystko z góry ustalone, wtedy mogła osiągnąć narzucone sobie cele. Poza tym tak było łatwiej &#8211; bez niespodzianek i niepotrzebnego stresu związanego z niepewnością.<br />
Poprawiła włosy, tak by opadały na jej piersi, końcówkami sięgając różowych sutków. Nie lubiła ich, choć sama nie wiedziała dlaczego. Irytował ją fakt, że nie mogła dać upustu swoim negatywnym emocjom &#8211; blizny na piersiach mogłyby zniszczyć wszystko czego udało jej się do tej pory dokonać. Ida zsunęła dłoń po brzuchu, na uda. Poczuła delikatne mrowienie, które tak uwielbiała. Odchyliła głowę do tyłu, spod przymrużonych powiek spoglądając na długie, wąskie palce wędrujące coraz niżej. Wtedy w lustrze odbiło się jedno z tych znienawidzonych obliczy, martwymi zielonymi oczami wpatrujące się w nagą Idę. Dziewczyna wykręciła głowę do tyłu tak gwałtownie, że rozległo się donośne chrupnięcie kręgów szyjnych.<br />
- Znowu mnie podglądacie? &#8211; syknęła wściekła. Rozkoszne uczucie całkowicie się ulotniło, pozostawiając miejsce palącej nienawiści do porcelanowych lalek &#8211; Nie patrz tak na mnie. Nie patrz tak na mnie, słyszysz!? &#8211; wrzasnęła.<br />
Lalka nie odpowiedziała, milczała, nadal wpatrując się nieobecnym wzrokiem w Idę. Dziewczyna zadrżała i odwróciła się z powrotem do lustra. Nie mogła zniszczyć lalek, jeszcze nie. Ale musiała jakoś okiełznać gotującą się w niej wściekłość.<br />
Sposób był tylko jeden. Ida zamachnęła się i pięścią uderzyła w taflę lustra, tam gdzie widniała twarz lalki. Cios rozbił lustro, a zakrwawioną taflę pokryła sieć pęknięć, rozszczepiająca nagą Idę, na wiele zdeformowanych istot. Dziewczyna odetchnęła głęboko, a na jej twarzy wykwitł radosny uśmiech, gdy poczuła piekący ból w miejscu, w które wbił się odłamek szkła. Uniosła pięść i wyprostowała palce, spomiędzy których spływały na jej dłoń strużki krwi. Patrzyła na to błyszczącymi z podniecenia oczyma, poruszając przy tym palcami, by zatopione w ciele szkło rozdarło kolejne kawałki skóry. Ida pozwoliła krwi spłynąć aż na nadgarstek, gdzie zlała się w jedną czerwoną strugę. Wraz z krwią napływał cudowny spokój.</p>
<p>Ida siedziała na krześle, z nogami niedbale zarzuconymi na stół, a czarna, obcisła bluzka, sprawiała wrażenie, że zaraz pęknie pod naporem jej wydatnego biustu. W kąciku jej ust dopalał się cienki papieros, z którego popiół zdążył utworzyć na podłodze szarą warstewkę. Dziewczyna w zamyśleniu poprawiła włosy spięte w ciasny kok. Lubiła się postarzać, poza tym podobał jej się wizerunek ubranej na czarno damy z papierosem w ustach, zimnej i nieludzkiej, z surowym spojrzeniem piwnych oczu i wielką tajemnicą skrywaną w najciemniejszych zakamarkach duszy.<br />
 Ida nie dbała o to, że wokół niej, niczym upiorne widma, kręcą się nauczyciele, bezradni wobec zbuntowanej gówniary. Co z tego, że na każdym kroku łamała regulamin szkoły? Co z tego, że siedząc tak jak teraz, ofiarowywała wszystkim zainteresowanym, widok nylonowych pończoch opinających uda? Co z tego, że przy okazji połowa szkoły dowiedziała się, że Ida nie nosi bielizny? Co z tego, że popiół z jej papierosa czyni ciasną stołówkę jeszcze brudniejszą? Ida miała to gdzieś i inni musieli to zaakceptować. Między otoczeniem panowało niepisane porozumienie &#8211; dyrektor nie wzywa rodziców Idy, a rodzice Idy do niego nie przychodzą, nauczyciele nie interweniują, a uczniowie udają, że nie widzą. Ida była jak trędowata, ten kto miał chociaż odrobinę rozumu, trzymał się od niej z daleka. Tylko Nana, która pojawiła się na horyzoncie, bijąc wszystkich po oczach kiczowatym różem sukienki, była na tyle głupia, żeby upatrzyć sobie w Idzie swoją przyjaciółkę. A Ida bardzo nie lubiła, kiedy ktoś bez jej przyzwolenia, rościł sobie prawa do jakichkolwiek z nią stosunków.<br />
Nana, przez ignorantów nazywana Natalią, z głupawym uśmiechem przyklejonym do twarzy, utorowała sobie drogę w tłumie, wprost do stolika Idy. Dziewczyna jęknęła, zastanawiając się, dlaczego Nany nigdy nie obsiadają te słodkie, niebieskie ptaszki z kreskówek Disneya. Nana była idealnym obiektem do obsiadywania i przy okazji, ku uciesze Idy, obsrywania przez ptaki &#8211; wysoka, patykowata, z tępą twarzą, której uśmiech bynajmniej nie dodawał polotu. Prawa ręka Idy odruchowo zawisła nad stołem, a szczupłe palce zabębniły w blat.<br />
- Cześć Iduś! &#8211; zaszczebiotała Nana przysuwając sobie krzesło. Ida wzrokiem głodnego kota obserwowała torebkę dyndającą w zgięciu łokcia Nany. A gdyby tak ją wyrwać i przypieprzyć nią Nanie? &#8211; No co tak siedzisz?<br />
- Liczę na to, że się oddalisz, umrzesz, albo szlag cię trafi &#8211; mruknęła Ida, wsuwając do ust kolejnego papierosa. Zapalniczka pstryknęła, a wątły płomień ogrzał palec dziewczyny. Gdyby tylko nie to nieznośne pragnienie, żeby przysunąć go bliżej, zobaczyć jak na skwierczącej skórze tworzą się bąble&#8230;<br />
Nana zaśmiała się, a raczej zaryczała, i klepnęła Idę w ramię. Mięśnie Idy napięły się jak na komendę. Sama Ida stała się jednym, wielkim mięśniem, dopóki nie wyładowała gniewu, wymierzając solidnego kopniaka w ramię nieznośnej Nany. Dziewczyna wrzasnęła, gdy poczuła obcas wbijający się w jej chude ramię. Mimo wszystko, nie zrobiło to na niej większego wrażenia &#8211; nie pierwszy raz Ida wyładowała na niej swój gniew.<br />
- Wiesz, Asia mówi, że jak ty uderzasz palcami w stół, to znaczy, że przeklinasz w myślach&#8230; &#8211; zagadnęła z wymuszonym uśmiechem, gdy Ida ponownie ułożyła długie nogi na stole. Nana ze łzami w oczach próbowała rozmasować obolałą rękę.<br />
- To już wiesz dlaczego bębnię zawsze, kiedy się pojawiasz&#8230;<br />
Wyraz niezrozumienia na twarzy Nany pozostał niezauważony, choć zawsze dawał Idzie sporo satysfakcji. Lubiła tępotę innych ludzi, bo wtedy czuła, że naprawdę jest &#8222;istotą wyższą&#8221;. Ale teraz, pomiędzy znienawidzonymi sylwetkami, których twarze dla Idy do końca życia pozostaną niewyraźne, pojawił się on. Był jak małe rozchybotane światełko pośrodku cholernego bagna &#8211; wciągające i piękne. Przez ciało Idy przelała się fala gorąca, gdy wygłodniałym spojrzeniem śledziła powolną wędrówkę ciała, które tak dobrze znała i uwielbiała. Bo dla niej był tylko ciałem, z którym mogłaby pieprzyć się bez końca. A czy miał znaczenie fakt, że należało do jej nauczyciela&#8230;?<br />
Michał był prawdziwym muzykiem, takim, który z braku odwagi by skoczyć w wir pogoni za sławą, rzucił się w cuchnące bagno nauczycielskiego gówna. Miał talent i wiele okazji do wybicia się z zadupia, na którym mieszkał i pracował, ale był zbyt słabym człowiekiem, by poradzić sobie z presją, na jaką musiałby się narazić. Dlatego też, mimo młodego wieku, na jego twarzy malowało się wieczne zmęczenie, gdy brnął przez godziny spędzone na wsłuchiwaniu się w fałszujące, raniące jego artystyczną duszę głosy uczniów i wpisywaniu do dzienników nic nie znaczących cyfr. Michał był mężczyzną, który w zastraszającym tempie postarzał się na duszy i tylko nieliczni wiedzieli, jakim wytchnieniem są dla niego chwile spędzone z gitarą w dusznym barze, przy butelce najtańszej whiskey. Wtedy był sobą, mógł udawać, że coś znaczy, że coś mu w życiu jednak wyszło. Ida uwielbiała go od początku, za melancholię wyzierającą spomiędzy przymrużonych powiek, skrywających brązowe oczy o już dawno spłyconym spojrzeniu. Wiedziała, że oboje cierpią z własnej woli, on na duszy, ona na ciele. To sprawiało, że Idę rozpierała radość, gdy tylko jego sylwetka pojawiała się w zasięgu jej wzroku.<br />
- Zamknij się do kurwy nędzy! &#8211; wycedziła przez zęby, pochylając się ku rozgadanej Nanie. Głupia, szczebiocząca cipa.<br />
Ida ponownie podniosła wzrok, próbując odszukać w tłumie Michała. Dostrzegła jedynie jego plecy ginące w masie ludzkich ścierw, jak nazywała w myślach innych. Promienie słońca zatańczyły na jasnych, sięgających prawie do pasa włosach Michała, gdy przechodził obok jednego z większych okien. Potem zniknął, a Ida poczuła palącą potrzebę zgaszenia papierosa na swojej dłoni. </p>
<p>Kiedy minęła godzina szesnasta, szkoła opustoszała. Ida przez chwilę obserwowała, jak grupki żywo dyskutujących ze sobą uczniów wychodzą i znikają w jesiennej szarudze. Potem wszystko zamilkło, otulone jarzeniowym światłem, w powolnej agonii ściśle sprzężonej z gasnącym dniem. Ida wstała i przeszła na piętro, przez całą drogę muskając opuszkami palców szare, chropowate ściany. Zadrżała lekko, gdy zbliżyła się do niechlujnie pomalowanych białą farbą drzwi. Zapukała cicho.<br />
- Proszę &#8211; głos z wewnątrz był nieco przytłumiony.<br />
Weszła prawie bezszelestnie. Powolnym krokiem minęła stłoczone stojaki na nuty, zaszczycając je krótkim, obojętnym spojrzeniem. Nie lubiła nut. Były kolejnym schematem ograniczającym abstrakcyjny orgazm różnorodności świata. Podeszła bliżej, prawie do samego biurka. Stał tyłem do niej. Nie odwrócił się, choć doskonale wiedział, że się zbliża. To była taka ich niewinna gra, w której myszka udawała, że nie widzi kotka, a potem bez najmniejszego sprzeciwu pozwalała się pożreć. Rzecz jasna, przy uprzednim spuszczeniu się w kocią paszczę.<br />
Ida przylgnęła do pleców Michała, obejmując go delikatnie w pasie. Pszeniczne włosy łaskotały ją w policzki, gdy wspięła się na palce, by zbliżyć się do jego ucha.<br />
- Stęskniłam się, wiesz? &#8211; wymruczała mu do ucha. Wsunęła obie dłonie pod jego koszulkę, by podrażnić paznokciami skórę na jego brzuchu.<br />
Michał był chudy, przynajmniej jak na ponad trzydziestoletniego mężczyznę. Łuki żeber zdawały się dzielić jego klatkę piersiową na kolejne fragmenty, kręgosłup, przy każdym pochyleniu, wżynał się w skórę grzebieniem uwydatnionych kręgów. Ida była w stanie zamknąć dłoń na jego nadgarstku i nie raz poczuła, jak boleśnie wbijają się kości jego miednicy w jej uda. Był jak chodzący trup, który cudem umknął bezlitosnym prawom procesu gnilnego, pożerającego każdą martwą tkankę i zachował zdrową, choć nieco bladą skórę.<br />
Ale Idzie to nie przeszkadzało, z przymkniętymi powiekami, podjęła rytualną wędrówkę po jego ciele. A on, jeszcze przez jakiś czas, nie miał prawa się odwrócić &#8211; kotek musiał się nasycić. Michał stał nieruchomo, z głową przekręconą nieco w bok, blisko jej twarzy. Oddychał drżącym, ciepłym powietrzem, tym samym, które ona wydychała. Przez ułamek sekundy, w którym powietrze, podlegając ścisłym prawom anatomii i fizjologii, wnikało do środka, do niego, czuł jedność z tą niezwykłą dziewczyną, czuł ją samą, głęboko w sobie. Ale potem, wątła iluzja widmowej intymności rozwiewała się, odrzucona w przestrzeń wraz z wyciśniętym z płuc powietrzem. Zostawał tylko seks.<br />
Kotek, nigdy nie bawił się w ten sam sposób dwa razy, o nie. Cała przyjemność polegała na tym, żeby tym razem zabić myszkę w inny sposób i sprawdzić czy inaczej zapiszczy. Dlatego Ida, siedząc na biurku i zdejmując z Michała koszulkę, miała w głowie plan całej zabawy. Prawda, planowanie było tworzeniem schematu, ale Ida zawsze dbała o to, by był to schemat jednorazowego użytku. Planowanie było jak wywoływanie lawiny: coś zostało już postanowione i nie ma odwrotu. Mechanizm działanie-skutek już zazgrzytał, koła zębate się obracają, wszelkie przeciwności zostaną zmiażdżone w dzikim, mechanicznym tańcu. Nie ważne, że myszka chciałaby dzisiaj zginąć tak, jak wczoraj. Los mysiego orgazmu, leżał w pazurzastych łapach kotka.<br />
- Na pewno tutaj? &#8211; zapytał, odrywając na chwilę usta od jej szyi.<br />
- Tak, tutaj &#8211; westchnęła zniecierpliwiona. Wygięła się lekko na bok, by podciągnąć wyżej spódnicę. Majtek nie miała &#8211; po co sobie utrudniać życie?<br />
- A jak ktoś wejdzie?<br />
Gdyby nie błysk w jego oku, irytacja wzięłaby górę nad chłodną naturą Idy. Doskonale wiedziała, i to niezwykle ją bawiło, że Michał oddałby wszystko, byleby tylko ktoś przyłapał ich razem. Rozgryzienie tego sposobu rozumowania, nie nastręczało Idzie kłopotu &#8211; Michał chciał się stąd wyrwać, w końcu być wolny. A że doszłoby do tego kosztem jego nudnej posady? Co za różnica. Pchnięta nagłym impulsem, prawie zerwała z niego pasek. Taka odpowiedź musiała mu wystarczyć.<br />
Nie mają racji pisarze tandetnych romansideł, którzy twierdzą, że podniecenie, jest jak wyładowanie elektryczne pomiędzy ciałami kochanków. Wierutna bzdura i Ida przekonała się o tym niejednokrotnie. Podniecenie jest jak ciężar, spływający powoli, wędrujący w dół, przeskakujący razem z impulsami nerwowymi na kolejne komórki nerwowe, a w końcu skupiający się w podbrzuszu. Ciężar zasysający świadomość, namawiający ciało do całkowitego znieruchomienia i poddania się erotycznej stymulacji. Rozkosz jest jak śmierć: paraliżuje, a potem popycha w kierunku białego światła. Tyle, że orgazm kończy się po kilku sekundach, a śmierć trwa wiecznie i jedynym jej skutkiem jest zeżarcie przez robaki. Niemniej, seks jest przedsmakiem agonii, przynajmniej tej duchowej. No chyba, że zdycha się w bardzo nieprzyjaznych warunkach.<br />
Nastąpiła ulubiona chwila Idy w tym rozkosznym teatrzyku. Momentalnie z dwóch ciał powstaje jedno. Coś się zazębia i bum! Powstaje Ido-Michał. Albo Michało-Ida, jak kto woli. Ciężar w podbrzuszu przemienia się w reakcję łańcuchową, coraz silniejszych eksplozji. Jedna za drugą, jedna za drugą. Wszystko działa jak poprzednio, tylko z łączącego dwa ciała mechanizmu sypią się skry. Serce pompuje krew, tętnice się kurczą. Więcej krwi, tętnice przyspieszają. Stopniowo. Świadomość znika, są tylko oczy po drugiej stronie, myśli tworzą wirującą z zawrotną szybkością mieszaninę barw. Zupełnie, jakby ktoś przepuścił je przez mikser&#8230;</p>
<p>STOP!<br />
Tik&#8230;tak&#8230;Tik&#8230;tak&#8230;Tik&#8230;Tik&#8230;Tiiik.</p>
<p>W niewielkim pokoiku, paląc papierosa siedzi Los. Jest bezcielesny i bezpłciowy, nikłym cieniem rozłożył się na fotelu.<br />
- Mała Ida była doprawdy zabawnym i uroczym dzieckiem &#8211; mówi Los &#8211; Dopóki ktoś nie zepsuł jej mózgu &#8211; dokańcza głosem małej dziewczynki.<br />
Ida huśta się na huśtawce. Łańcuch skrzypi pod ciężarem poruszającej się wahadłowo deski z uczepionym jej tyłkiem kilkuletniej dziewczynki. Falbanki zielonej sukienki to rozwiewają się na boki, to znów jakaś siła każe im się zbiegać razem i otulać nogi Idy. Ta sama siła zerwała aksamitną wstążkę i nakazała ciemnym włosom falować i wyginać się w szalonym pędzie. Wolniej. Wolniej&#8230; Pasma włosów są powolnymi, sprężystymi wężami, wijącymi się leniwie, zdawałoby się, w rytm muzyki zaklinacza. Tylko, że nie ma żadnego zaklinacza, ani węże nie wychylają łebków z wiklinowego kosza. Węże wystają z głowy małej Idy, rubinowymi oczami przypatrując się, wzbijanej w powietrze podmuchami wiatru, wstążce. Szybciej&#8230; Szybciej! Ida znowu się huśta, falując razem z sukienką i włosami.<br />
- Ania!<br />
Z małego, białego domku dociera do huśtającej się Idy czyjś rozpaczliwy wrzask. Przestraszona dziewczynka, ma wrażenie, że krzyk brzmi w nieskończoność, jakby zawiesił się boski komputer i wciąż wypluwał do głośników jedną nutę. Huśtawka się zatrzymała. Ida biegnie do domu.<br />
- Mała Ida była doprawdy zabawnym i uroczym dzieckiem &#8211; mówi Los &#8211; Dopóki ktoś nie zepsuł jej mózgu &#8211; dokańcza głosem małej dziewczynki.<br />
Los zawzięcie próbuje podstawić biegnącej Idzie nogę. Ale dziewczynka się nie daje. Za nią falują włosy i powiewają falbanki. Zupełnie jakby były drugim organizmem sczepionym z nią w jakimś upiornym tańcu. Ida dopada do drzwi. To co widzi, jak później powie pani doktor, nieodwracalnie psuje jej mózg.<br />
- Mała Ida była doprawdy zabawnym i uroczym dzieckiem &#8211; mówi Los &#8211; Dopóki ktoś&#8230;<br />
Ania, starsza siostra Idy dynda u sufitu jak bożonarodzeniowa bombka. Żadne gwałtowne szarpnięcie nie uszkodziło jej rdzenia kręgowego. Pętla bezlitośnie zacisnęła się, odcinając dopływ krwi do mózgu, dając Ani jeszcze kilka sekund życia. Potem traci przytomność. Może to i dobrze, bo nie zdaje sobie sprawy z tego, że jej mózg będzie umierał przez następne trzy i pół minuty.<br />
Ida z szeroko otwartymi ustami patrzy to na Anię, to na mokrą plamę na podłodze, którą pozostawiła po sobie starsza siostra. I znowu wrzask.<br />
- Mała Ida była doprawdy zabawnym i uroczym dzieckiem &#8211; mówi Los &#8211; Dopóki kto&#8230;<br />
Pani doktor w białym fartuchu wciska małej Idzie jakieś cukierki. Ida posłusznie bierze je od kobiety i wkłada do ust. Nagle przestaje być małą Idą, a cukierki mają obrzydliwy, gorzki smak.<br />
- Ido, byłaś doprawdy zabawnym i uroczym dzieckiem &#8211; mówi z troską pani doktor &#8211; Dopóki ktoś nie zepsuł ci mózgu.<br />
- Weź&#8230; Weź nie pierdol&#8230;<br />
Nastoletnia Ida stoi przed lustrem i patrzy, jak dzięki kawałkowi szkła, spod jej skóry wydostaje się wąska, czerwona stróżka. Jakaż ona zabawna, a jak łaskocze! Ida od razu czuje się lepiej &#8211; Ania już jej nie prześladuje. Nie przychodzi w snach i nie patrzy na Idę tymi strasznymi, błękitnymi oczami martwego wisielca&#8230; Nie patrzy już oczami, które wydają się być zrobione ze szkła.<br />
- Mała Ida była doprawdy zabawnym i&#8230; &#8211; urywa nagle Los i wpatruje się tępo w papierosa &#8211; Kurwa&#8230; &#8211; rzuca i rozgniata papierosa na poręczy fotela.<br />
Na scenie pojawia się Michał. Jak książę ze snu, co prawda bez białego rumaka, ale za to ze sporym kutasem. Podbija serce i, można rzec, dziewictwo Idy. Ida jest gotowa zrobić dla niego wszystko.<br />
- Kurwa &#8211; powtarza Los i wstaje z fotela &#8211; To jest jakiś syf!<br />
- Mała Ida była doprawdy zabawnym i uroczym dzieckiem &#8211; mówi Los &#8211; Dopóki ktoś nie zepsuł jej mózgu &#8211; dokańcza głosem małej dziewczynki.<br />
- Mała Ida była doprawdy zabawnym i uroczym dzieckiem &#8211; mówi Los &#8211; Dopóki ktoś nie&#8230;<br />
- Mała Ida była doprawdy zabawnym i uroczym dzieckiem &#8211; mówi Los &#8211; Do&#8230;<br />
- Mała Ida była doprawdy zabawnym i uroczym dzieckiem &#8211; mówi Los&#8230;<br />
-Weź&#8230; Weź nie pierdol&#8230;<br />
- Mała Ida była doprawdy zabawnym i&#8230;<br />
- Mała Ida była doprawdy&#8230;<br />
- Mała Ida&#8230; &#8211; urywa Los i patrzy na postać w kącie.<br />
- &#8230;już nie żyje &#8211; dokańcza Michał, wkładając do ust papierosa.</p>
<p>Tiiik&#8230;Tik&#8230;Tik&#8230;Tik&#8230;tak&#8230;Tik&#8230;Tak&#8230;<br />
SZYBCIEJ!</p>
<p>Mięsiste ściany serca kurczą się coraz szybciej, tętnice również. Krew przyspiesza, jeszcze trochę i zacznie wirować. Organy wewnętrzne są na tlenowym haju, powietrze przeciska się, wyrywając strunom głosowym jęki i skamlenia. Mózg w szaleńczym tempie wysyła sygnały, które wędrując siecią, przypominającą dzieło szaleńca, w końcu docierają do palców i nakazują im się zacisnąć. Reszta ciała nakazuje oczom oślepnąć. Usta drżą, a w zagłębieniach i zgięciach kończyn osadzają się perliste krople potu. Myszka właśnie umiera, tryskając strumieniem nasienia. Myszka jest w siódmym niebie. Kotek też.<br />
A drzwi otwierają się, pojawia się w nich twarz zwabiona, może krzykiem, może łoskotem trzęsącego się biurka. Uderza ją zapach skraplającej się i jednocześnie parującej ekstazy, urywane oddechy i obojętne, szkliste spojrzenia. Co za różnica? Wolność jest wolnością.</p>
<p>Prawie tydzień później, Ida stanęła przed resztkami lustra. Złośliwa tafla znowu rozszczepiła ją na dziesiątki zniekształconych Id.<br />
Ostatni raz widziała Michała wczoraj. Po raz ostatni doprowadził ją do orgazmu na tylnych siedzeniach swojego samochodu. Po raz ostatni kotek zjadł myszkę, zlizując z pyszczka jej spermę. Ze względu na wiek Idy, a także obawy związane z wyciągnięciem od niej jakichkolwiek zeznań, obeszło się bez rozprawy. Michała po prostu zwolniono z pracy. Ida zadbała o to, by wszyscy dokładnie usłyszeli wspaniałą &#8222;love story&#8221; o Michale posuwającym ją na biurku w klasie muzycznej. Michałowi i tak było to obojętne, w końcu postanowił podjąć ryzyko, ruszyć w świat. I ruszył. Ostatni raz wślizgnął się do ciała Idy i stworzył chwilową iluzję ich jedności. A potem odszedł, tym razem na zawsze.<br />
Naga Ida, podeszła do półki i zdjęła z niej najbardziej znienawidzoną lalkę. Podeszła z powrotem do lustra i uklęknęła, jednocześnie odrywając z tafli kawałek szkła. Paroma precyzyjnymi ciosami odłupała porcelanę z twarzy lalki i wyjęła dwoje szklanych oczu. Wpatrywała się w nie przez chwilę, pozwalając myślom błądzić po wszystkich zakamarkach jej duszy. Nareszcie, mogła dokończyć to, o co walczyła tak długo. Upodlenie, ból, nienawiść, zlały się w jedno, słodkie uczucie zalewające jej umysł i ciało. Poczuła znajomy ciężar, ale nie pozwoliła umysłowi się na nim skupić. Położyła szklane oczy w zasięgu ręki. Decyzja był nieodwracalna. Zamachnęła się i wbiła sobie szklany odłamek w prawe oko. Trysnęła gęsta krew, zalewając jej twarz i popękaną taflę lustra. Przeraźliwy, zwierzęcy skowyt wyrwał się z jej gardła, gdy do otumanionego mózgu dotarło, że właśnie stracił fragment podległej mu tkanki. Kolejny cios. Po policzku Idy spłynęła nieprzyjemna, galaretowata maź. Dziewczyna łkając i siłą woli powstrzymując obrzydzenie, sięgnęła ręką i zaczęła palcami wygarniać resztki oka z oczodołu. Echo dzikiego wrzasku wibrowało jej w głowie. Drugie oko, oślepiająca, bolesna mgła otuliła jej mózg, nie pozwalając racjonalnie myśleć. Zadawała cios, za ciosem, aż cała, rozbryzgująca się tkanka, sama spłynęła po jej twarzy. Nieprzenikniona ciemność ogarnęła świat Idy. Potem sięgnęła po leżące przed nią oczy. Z niemałym trudem wsunęła je w puste oczodoły, próbując wcisnąć je pod powieki, tak by nie wypadły. Teraz musiała wykonać ostatnie posunięcie. Dopiero wtedy będzie mogła odetchnąć.<br />
Wymacała dłonią kawałek szkła. Niezdarnie strzepała z niego resztki swoich oczu, kalecząc się przy tym w palec. Ale to przestało być ważne. Liczyło się tylko jedno. Nic już nie czuła, gdy ostra krawędź bezlitośnie cięła skórę, mięsiste tętnice i tchawicę. Nie czuła strug krwi, tryskających przez chwilę w rytm dzikiego tańca tętnicy. Upadła.<br />
Gdzieś na piętrze w białym domku, w pokoju, w którym stało łóżko, potłuczone lustro i półka z roześmianymi, porcelanowymi lalkami, na podłodze, w kałuży krwi, leżała młoda, ciemnowłosa dziewczyna. Porcelanowe lalki, jedyni świadkowie tego co tu zaszło, wpatrywały się w Idę. A Ida leżała jak zaklęta królewna. Cały gniew odpłyną, gdy w ekstatycznej agonii pękła i rozwiała się jej dusza. Ida leżała. A w mrok pokoju, pustym spojrzeniem, wpatrywały się jej piwne oczy ze szkła&#8230;</p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/igrovetrekk.wordpress.com/209/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/igrovetrekk.wordpress.com/209/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/igrovetrekk.wordpress.com/209/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/igrovetrekk.wordpress.com/209/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/igrovetrekk.wordpress.com/209/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/igrovetrekk.wordpress.com/209/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/igrovetrekk.wordpress.com/209/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/igrovetrekk.wordpress.com/209/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/igrovetrekk.wordpress.com/209/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/igrovetrekk.wordpress.com/209/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/igrovetrekk.wordpress.com/209/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/igrovetrekk.wordpress.com/209/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/igrovetrekk.wordpress.com/209/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/igrovetrekk.wordpress.com/209/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=igrovetrekk.wordpress.com&amp;blog=5796430&amp;post=209&amp;subd=igrovetrekk&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://igrovetrekk.wordpress.com/2009/03/12/oczy-ze-szkla/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
	
		<media:content url="http://1.gravatar.com/avatar/f6dadec3241d4ca88b2ce9b8cf131fda?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">Marta</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Dzikie Jabłonie</title>
		<link>http://igrovetrekk.wordpress.com/2009/02/22/dzikie-jablonie/</link>
		<comments>http://igrovetrekk.wordpress.com/2009/02/22/dzikie-jablonie/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 22 Feb 2009 20:15:07 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Marta</dc:creator>
				<category><![CDATA[Siedem Kart Chaosu]]></category>
		<category><![CDATA[duch]]></category>
		<category><![CDATA[dzieci]]></category>
		<category><![CDATA[Jabłonie]]></category>
		<category><![CDATA[mgła]]></category>
		<category><![CDATA[upiór]]></category>
		<category><![CDATA[wioska]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://igrovetrekk.wordpress.com/?p=199</guid>
		<description><![CDATA[Dzień chylił się ku końcowi, żegnając grupę wędrowców rzęsistym deszczem. Na szczęście, znajdowali się już na zakręcie wąskiej, błotnistej drogi, a tuż za nim leżała niewielka Wieś, do której zmierzali. Otaczało ich kilka niewielkich lasków, tworzących coś w rodzaju pierścienia wokół Wsi i jej okolicy. Ta naturalna bariera ochronna, sprawdzała się jedynie, gdy cały świat [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=igrovetrekk.wordpress.com&amp;blog=5796430&amp;post=199&amp;subd=igrovetrekk&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Dzień chylił się ku końcowi, żegnając grupę wędrowców rzęsistym deszczem. Na szczęście, znajdowali się już na zakręcie wąskiej, błotnistej drogi, a tuż za nim leżała niewielka Wieś, do której zmierzali. Otaczało ich kilka niewielkich lasków, tworzących coś w rodzaju pierścienia wokół Wsi i jej okolicy. Ta naturalna bariera ochronna, sprawdzała się jedynie, gdy cały świat spowijały mroki średniowiecza i nikt nie był pewien czy dożyje jutra. Obecnie, las był tylko kłopotliwą izolacją od reszty leżących w hrabstwie wiosek. Mimo wszystko mieszkańcy przyzwyczaili się do życia na odludziu i za nic w świecie, nie wyprowadziliby się ze swojej rodzinnej wsi.<br />
Koła wozu co chwilę grzęzły w błocie, spowalniając podróż. Na szczęście zimnokrwisty wałach pana Hamthona, z pomocą Boga i bata, parł naprzód, choć i jego nogi nurzały się po pęciny w bagnie, w jakie przemieniła się droga. Pan Hampthon siedział na koźle okryty przemoczoną peleryną i nawet w obliczu tak paskudnej pogody, nie tracił humoru. Do uszu siedzącej na wozie Nadine, przez szum ulewy, docierało wesołe pogwizdywanie pana Hampthona. Jego żona natomiast, dzieląca z Nadine tył wozu, dla odmiany złorzeczyła na niemiłosiernego Boga.<br />
Nadine była zwyczajną dziewczyną o przeciętnej urodzie. Długie, ciemnoblond włosy opadały jej na ramiona delikatnymi falami, a zielone oczy spoglądały na świat z, niezwykłą dla kobiety owych czasów, bystrością. Zresztą, to właśnie oczy odróżniały Nadine od tysięcy podobnych dziewcząt. I oprócz tych oczu, Nadine nie miała niczego. Jej długa podróż właśnie miała się zakończyć. Rozpoczęła ją w rodzinnej miejscowości, jeżeli rodzinną można nazwać tę, w której znajdował się dom dziecka, a miała zakończyć ją tutaj: w małej wsi na obrzeżach hrabstwa Rutland. Poza tym Nadine miała dar i właśnie z tego powodu znalazła się tutaj. Dar, który pozwalał jej działać tam, gdzie zdrowy rozsądek i logika zawodziły.<br />
Pani Hampthon poprawiła pelerynę, która zsunęła się z ramion Nadine. Dziewczyna była nieco zakłopotana zachowaniem leciwej damy, nie przywykła do tego, by ktokolwiek się o nią troszczył. A pani Hamthon robiła to od samego początku, od momentu, w którym odebrała ją wraz z mężem z dworca. Nadine wolała nie myśleć o tym, że staruszka po prostu jej współczuje z powodu utraconego dzieciństwa, spędzonego w zatęchłych murach sierocińca. Dziewczyna nienawidziła, gdy ktoś okazywał jej litość, czy współczucie. Bo jakże niewiele dzieli te uczucia od wzgardy i słów: biedactwo, po co ty w ogóle istniejesz?<br />
Na horyzoncie pojawiły się pierwsze budynki Wsi. Osłonięte lasem, w gęstniejącym mroku, sprawiały wrażenie szarych i ponurych &#8211; nie przypadły Nadine do gustu. Za bardzo przywodziły na myśl obdrapane z farby ściany ciasnych pokoi w domu dziecka, gryzące koce i brejowatą papkę, która nigdy nie chciała przejść jej przez gardło. Wspomnienia&#8230;<br />
Wóz powoli wtoczył się do Wioski. W niektórych oknach, Nadine dostrzegła ciekawskie twarze, jednak nigdzie nie paliło się żadne światło. Wieś pogrążona była w mroku, zupełnie jakby koniec dnia oznaczał koniec życia, wszystko stawało się martwe i ciche. Wjechali na małe podwórko, z którym deszcz obszedł się równie okrutnie &#8211; gdzie nie spojrzeć, zalegała woda odbijająca rozgwieżdżone niebo. Pan Hampthon rzucił lejce młodemu mężczyźnie, który nagle wyłonił się z mroku i zeskoczył z kozła. Pomógł żonie i Nadine zejść z wozu i zabrał bagaże dziewczyny. Młodzieniec zaś, rozprzągł konia i poprowadził go w ciemność. W drzwiach domu powitała gości kobieta trzymająca lampę oliwną w jednej ręce, drugą zaś przytrzymywała za ramię dziewczynkę.<br />
- Jesteście&#8230; &#8211; kobieta westchnęła z ulgą i przepuściła ich by weszli do środka. Mała dziewczynka przyglądała się Nadine nieufnie.<br />
Izba, w której się znaleźli była niska i wąska, stała w niej tylko ława, na której można było usiąść by zzuć buty i położyć płaszcz. Ściany pomalowane były soczyście żółtą farbą, może niezgodnie z obowiązującą modą, ale na pewno sprawiały, że pomieszczenie stawało się bardziej przytulne, choć pełniło jedynie funkcje sieni. Dalej, typowo dla wiejskich domów, znajdowała się kuchnia. W piecu wesoło trzaskał ogień, więc Nadine z zadowoleniem przyjęła zaproszenie, by usiąść przy stole i się ogrzać. Pan Hampthon tymczasem, ze sporego, misternie zdobionego kredensu wyciągnął butelkę brandy.<br />
- Łyknie sobie panienka?  &#8211; zapytał staruszek stawiając na stole butelkę i kilka szklanek. Pani Hampthon posłała mężowi piorunujące spojrzenie. No tak, młodej damie, nie wypada proponować alkoholu.<br />
- Chętnie. I proszę do mnie mówić Nadine.<br />
Kolejny powód, by wstydzić się swojego pochodzenia. Nadine nie miała nazwiska, w sierocińcu nazywano ją Szaloną Nadine. Ale czy jest to miano, którym można się szczycić?<br />
Dziewczyna przyglądała się, jak pan Hampthon nalewa brandy do szklanek i wzięła jedną z nich. Alkohol był mocny, piekł w usta i gardło. Nadine nigdy nie rozumiała rozdygotanych księży i siostrzyczek zakonnych, zabraniających picia alkoholu, pod karą mąk piekielnych. Przecież nic tak nie orzeźwiało umysłu, jak szklaneczka czegoś mocniejszego.<br />
Pani Hampthon tymczasem, wcisnęła Nadine kromkę chleba z powidłami domowej roboty, a młoda kobieta zniknęła w głębi domu. Pan Hampthon usiadł na przeciwko Nadine.<br />
- Poczekamy tylko na Annę i Herbiego &#8211; pani Hampthon z ciężkim westchnieniem opadła na krzesło obok męża &#8211; Anna to nasza córka<br />
- A Herbie to jej mąż &#8211; wtrącił pan Hampthon.<br />
Nadine domyśliła się tego, widząc niezwykłe podobieństwo między Anną, a jej matką. Obie miały takie same błękitne oczy i opadające powieki, nadające im wygląd poczciwego spaniela.<br />
Do kuchni wróciła Anna, a zaraz potem jej mąż. Oboje zajęli miejsca i Nadine z niecierpliwością czekała aż wyjaśnią jej, po co dokładnie tutaj przyjechała.<br />
Nadine od dawna otrzymywała listy z prośbą o pomoc tam, gdzie problem przekraczał możliwości ludzkiego pojmowania. Za każdym razem nie namyślała się długo, tylko pakowała torbę i jechała by ów problem rozwiązać. Tak to jest, że kiedy człowiek posiada jakiś szczególny dar, ma też poczucie, że los popchnie go w drogę do miejsca, w którym będzie mógł ten dar w pełni wykorzystać. I mimo, że Nadine przeczuwała, że los nie obejdzie się z nią łaskawie, była gotowa, by podążać każdą z wyznaczonych ścieżek. Podobnie było w tym przypadku, nie minęło pół godziny od otrzymania listu napisanego przez panią Hampthon, a Nadine była już gotowa do drogi.<br />
Pani Hampthon skinęła w milczeniu na Annę. Kobieta zaczęła opowiadać.<br />
- Od jakiegoś czasu w okolicy, w tajemniczej mgle, zaczynają ginąć dzieci<br />
- Każde dziecko, czy na przykład tylko dziewczynki? &#8211; wtrąciła się Nadine &#8211; To bardzo istotne &#8211; dodała, widząc urażoną minę Anny.<br />
- Tak. To znaczy, nie. Nie wszystkie. Tylko dziewczynki &#8211; zerknęła spłoszona na męża &#8211; Ośmioletnie, jak nasza Cecily.<br />
Nadine przez chwilę przyglądała się każdemu z osobna: zerknęła na przerzedzone, kruczoczarne włosy Herbiego, na zmęczone oczy pana Hampthona, na starczą dłoń jego żony, poprawiającej włosy, w końcu na cienkie, ciemne włosy Anny, spięte w ciasny kok.<br />
- Czy w okolicy nie mieszka ktoś&#8230; &#8211; Nadine zawahała się, próbując znaleźć delikatne słowo, którym mogła wyrazić to, co chciała &#8211; Ktoś dziwny? Dziwnie się zachowujący?<br />
- Nie &#8211; pokręcił głową Herbie. Nadine zaskoczył jego głęboki głos, niepasujący do jego nijakiego, szarego wyglądu &#8211; Żaden człowiek tego nie dokonał. Poza tym, dzieci ginął w regularnych odstępach, w nienaturalnej mgle.<br />
- Co jest w niej takiego nienaturalnego?<br />
- Sploty.<br />
Nadine zamrugała. O czymś takim jeszcze nie słyszała.<br />
- Jakie sploty?<br />
- Takie jak w tkaninie&#8230; Mgła wygląda tak jakby ktoś ją tkał &#8211; Herbie zaśmiał się nerwowo i wymuszenie &#8211; Wiem, że brzmi to absurdalnie, ale tak jest&#8230;<br />
- Życie nauczyło mnie panie&#8230; &#8211; Nadine zawiesiła głos, patrząc pytająco na Herbiego.<br />
- Roughe. Herbie Roughe.<br />
- Życie nauczyło mnie panie Roughe, że coś takiego jak absurd &#8211; nie istnieje. Czy jest coś jeszcze, co chcieliby państwo mi powiedzieć?<br />
Pan Hampthon podrapał się po zarośniętych policzkach. Nagle w jego oczy błysnęły, jak u człowieka, który właśnie coś sobie przypomniał.<br />
- Tak! Niektórzy mawiają, że w tej mgle, to widzą postać &#8211; staruszek uniusł w górę palec.<br />
- Jaką postać?<br />
Staruszek wzruszył ramionami.<br />
- A bo ja wiem? Zjawa jaka, czy co?<br />
- Rozumiem &#8211; Nadine splotła palce i wbiła wzrok w blat stołu. Zadanie mogło być bardziej skomplikowane, niż jej się wcześniej zdawało. Szczególnie, jeżeli mieszkańcy Wsi będą oczekiwać, że przyprowadzi im zaginione dzieci.<br />
- Panienka Nadine na pewno jest już zmęczona &#8211; Anna wstała od stołu &#8211; Zaprowadzę panienkę do jej izby.<br />
Nadine posłusznie ruszyła za Anną. Kobieta poprowadziła ją na piętro, potem na poddasze. Gdy weszły na strych, Nadine zobaczyła stare łóżko, zapewne stanowiące komplet z kredensem z kuchni, teraz zasłane świeżą pościelą. Na niewysokiej etażerce, ktoś postawił lampę oliwną. Pani Hampthon, w przypływie dobrej woli, zostawiła też parę książek. Nadine uśmiechnęła się pod nosem. Skąd staruszka wiedziała, że Nadine uwielbia książki?<br />
Anna, zanim odeszła, złapała Nadine za rękę. Nie musiała nic mówić, by dziewczyna w tym geście rozpoznała strach i bezradność.<br />
- Panienko Nadine &#8211; zaczęła Anna, a w jej oczach zalśniły łzy &#8211; W panience nasza jedyna nadzieja. Cecily ma dopiero osiem lat&#8230;<br />
Nadine ścisnęła uspokajająco dłoń kobiety. Słowa nie miały tu sensu, gest musial wystarczyć. Dziewczyna dobrze wiedziała, że teraz wszystko zależy od niej.</p>
<p>Następnego dnia, pani Hampthon poprosiła syna sąsiadów, by zaprowadził Nadine w miejsce, w którym ginęły dziewczynki. Dziewczyna bardzo cieszyła się z towarzystwa Normana. To co ją czekało, nie nastrajało pozytywnie, a Norman był człowiekiem bardzo sympatycznym i gadatliwym &#8211; skutecznie odciągał Nadine od ponurych myśli.<br />
Na pierwszy rzut oka Norman był w wieku Nadine i w rodzinnej wiosce musiał uchodzić za dziwaka. Wbrew modzie, która docierała nawet do maleńkich i ubogich wiosek, nosił długie prawie do pasa włosy i skórzany kubrak obszyty futrem. Nadine odniosła wrażenie, że Norman też czytał legendy o tajemniczych przybyszach z krajów północy i postanowił się do nich upodobnić.<br />
Szli wąską, polną dróżką, która przecinała na pół całą wioskę i ginęła w jednym z pomniejszych lasów, by potem skręcić nieco na północ, w kierunku niewielkich wzgórz. Dzieci ginęły dokładnie na końcu wioski, około mili za ostatnim domem. Norman, który widział mgłę, a nawet czającą się w niej postać, mówił, że sprawia to makabryczne wrażenie. Zupełnie jakby za wioską otwierały się wrota do innego świata. Chłopak nawet się nie domyślał, że ma sporo racji.<br />
Niestety poszukiwania nie dały rezultatu. Nadine przeszukała każdy krzak, każdą jamę w ziemi, lecz niczego nie znalazła. Szukała przede wszystkim strzępów ubrań, krwi, śladów, które świadczyłyby, że dzieci znikały w sposób naturalny i żadna nieczysta siła nie brała w tym udziału. Norman okazał się być nie tylko miłym towarzyszem, ale także uważniejszym obserwatorem. To on, po kilku godzinach bezowocnego przeszukiwania okolicy w promieniu kilku mil, gdy już wracali do wioski, zauważył ślady stóp. Ślady urywające się nagle, w jednym miejscu. Tak, jakby to co porywało dzieci, pojawiało się tylko tam.<br />
- Czy coś się tu kiedyś znajdowało? &#8211; Nadine wyprostowała się i zerknęła na Normana &#8211; Jakiś budynek? Posąg?<br />
Chłopak zamyślił się na moment.<br />
- Nie, raczej nie. Chociaż&#8230; Tak! Tutaj kiedyś stał dom, ale prawie całkowicie spłoną w pożarze. Pozostałości po nim rozebrano.<br />
- Odpocznijmy chwilę, muszę pomyśleć.<br />
Usiedli na ziemi, tak by nie zatrzeć śladów. Od wsi oddzielała ich alejka obsadzona jabłoniami, które przez lata zdziczały i mocno się rozrosły. Jak to dzikie jabłonie, obrodziły niewielkimi, mało apetycznie wyglądającymi owocami. Nadine wyobrażała sobie, że muszą być bardzo kwaśne. Lubiła kwaśne jabłka, może dlatego, że wspinaczka na dziką jabłoń i zjadanie jej jabłek, były jedynymi przyjemnymi chwilami w jej życiu. Dziewczyna doszła też do wniosku, że alejka musi być pozostałością po tamtym spalonym domu.<br />
Norman siedział obok Nadine i opowiadał jej historię wioski. Dziewczyna nie słuchała, pogrążona we własnych myślach, jednak zachowywała pozory i potakiwała od czasu do czasu. Spojrzała na Normana. Dopiero teraz dostrzegła, że jest całkiem przystojnym mężczyzną. Nadine zawsze żyła w samotności, odizolowana od reszty społeczeństwa. Doskonale wiedziała, że to wina jej zdolności. Inni może nazwaliby je przekleństwem, ale Nadine uważała je za najpiękniejszy dar od losu. I może właśnie dlatego, w jej życiu nigdy nie było żadnego mężczyzny. A Norman był teraz tak blisko, tak życzliwie na nią spoglądał. Umilkł, jakby wyczuwając, wokół czego krążą myśli Nadine. Był teraz tak blisko, a dziewczyna zafascynowana patrzyła na jego usta. Dlaczego nie? Chociaż raz, żeby odejść z tego świata z naprawdę pięknym wspomnieniem.<br />
Nadine otrząsnęła się. Nie, za żadne skarby tego nie chciała zrobić. Nie chodziło nawet o to, że młodej dziewczynie nie przystoi spoufalać się z dopiero co poznanym mężczyzną. Ona po prostu nie chciała wciągać go w swój świat. Świat pełen koszmarów sennych i złych wspomnień. Nie, nie tego sympatycznego,młodego człowieka, którego życie dopiero się zaczyna. Odsunęła się od Normana i wstała, czym zapewne go zdziwiła. Jednak chłopak nie dał tego po sobie poznać. Wracali do wioski w kłopotliwym milczeniu.<br />
Nadine zatrzymała się gwałtownie.<br />
- Mówiłeś coś o pewnej bardzo starej kobiecie, która zna dokładnie całe dzieje wioski &#8211; Nadine wbiła uważne spojrzenie w Normana.<br />
- Tak, mieszka tam &#8211; chłopak odwrócił się i wskazał na biały dom, otoczony krzewami czerwonych róż &#8211; Chcesz z nią porozmawiać?<br />
Nadine tylko skinęła głową i zawróciła.<br />
Pani Jenborough, bo tak się nazywała, była jak na owe czasy leciwą staruszką &#8211; dobijała już do setnej wiosny. Z uśmiechem powitała gości, a zwłaszcza Normana, który chyba w każdym mieszkańcu wioski wzbudzał sympatię. Kobieta zaprosiła ich do środka. Nadine i Norman usiedli razem z nią przy niewielkim stole kuchennym. Dziewczyna z uśmiechem oglądała wiszące nad nimi pęki suszących się ziół.<br />
- Czegóż to panienka chce ode mnie wiedzieć? &#8211; kobieta zmrużyła pokryte bielmem oczy, nie bardzo wiedząc, w którą stronę spojrzeć.<br />
- Czy pamięta pani, do kogo należał dom, który spłonął? Ten na końcu wsi &#8211; Nadine musiała spleść palce, by ukryć drżenie dłoni, wywołane zniecierpliwieniem.<br />
- Ten z alejką? &#8211; zaskrzeczała pani Jenborough &#8211; Tak, pamiętam moje dziecko, pamiętam. To był dom hrabiego Rutlanda. Dziwny był to człowiek.<br />
- Dlaczego?<br />
- A bo&#8230; &#8211; staruszka podrapała się w głowę &#8211; Bo on to przesiadywał przed tą swoją chałupą i tkał.<br />
Nadine drgnęła gwałtownie. Wstała gwałtownie od stołu, o mało nie przewracając krzesła. Norman spojrzał na nią z nieukrywanym zdziwieniem.<br />
- Dziękuję pani bardzo &#8211; Nadine, delikatnie uścisnęła dłoń staruszki &#8211; Teraz muszę iść. Mgła pojawia się o poranku, tak? &#8211; zwróciła się do Normana. Chłopak tylko skinął głową.<br />
- Nie zostaniesz na herbacie? &#8211; zapytała staruszka, a Nadine wyczuła w jej głosie nutkę żalu &#8211; nic dziwnego, panię Jenborough rzadko kto odwiedzał.<br />
- Przykro mi, nie. Może jutro  &#8211; Nadine uśmiechnęła się przepraszająco. Kiedy razem z Normanem zmierzała do wyjścia, usłyszała chrapliwy szept staruszki.<br />
- Ty już tutaj nie wrócisz. I dobrze o tym wiesz&#8230;<br />
Po raz pierwszy w życiu, ciałem Nadine wstrząsnął lodowaty dreszcz.</p>
<p>Mgła zaczynała gęstnieć, zalewając alejkę, krwistą czerwienią, promieni wschodzącego słońca. Nadine już czekała. Znała już imię tego, z kim musiała się zmierzyć, a zatem mogła podjąć z nim walkę. Na razie czekała, spoglądając na delikatne sploty mgły, wijące się wokół jabłoni, niczym macki morskiego potwora. Dziewczyna podeszła do jednego z drzew i zerwała jabłko. Było takie jak ona &#8211; małe, zniekształcone, o ciemnej, chorobliwie wyglądającej skórce. Było brzydkie, bo dzikie, obce. Tak jak Nadine. Dziewczyna z cichym westchnieniem wgryzła się w jabłko. Kwaśny smak przywrócił wspomnienia i chociaż raz były to szczęśliwe wspomnienia. Nadine czekała.<br />
W końcu, w miejscu, w którym urywały się ślady dziecięcych stóp, Nadine dostrzegła cień. Powoli formował się w mlecznobiałej mglę, coraz bardziej przypominając sylwetkę człowieka. Nadine podeszła bliżej. Sięgnęła myślą do samego centrum swojej siły, otarła się o to co stanowiło jej prawdziwe ja. &#8222;Hrabia Rutland&#8221;, przemknęło jej przez myśl. W ustach poczuła metaliczny posmak krwi. Z nadgryzionego jabłka spłynął sok, gdy trupio blada Nadine zacisnęła kurczowo ręce. Wpadła w trans, spiesząc na spotkanie kolejnej wizji. Obrazy przemykały przed jej zaciśniętymi powiekami, pulsując jaskrawymi barwami. Z szumu zmieszanych ze sobą głosów, wyłuskała kwilenie niemowlęcia i kobiecy głos. Przez twarz Nadine przebiegł skurcz. &#8222;Nie! Hrabia Rutland!&#8221;, zganiła samą siebie, gdy jej myśli powędrowały do domu dziecka, w którym dorastała.<br />
W końcu Nadine ujrzała dom. Był cały pomalowany na biało, a ściany oplatał ozdobny bluszcz. Przed domem siedział mężczyzna i tkał. Ubrany był w strój z poprzedniej epoki, bogaty, pełen ozdób. Dookoła niego biegała roześmiana dziewczynka, a niesforny szczeniak, wczepiał się ząbkami w skraj jej sukienki. Dziewczynka była łudząco podobna do mężczyzny. Wszystko zawirowało, dom i okolicę spowiła gęsta mgła. Nadine dostrzegła tego samego mężczyznę i jeszcze kilku innych ludzi, nerwowo poruszających się po obejściu. Mężczyzna coś krzyczał. Kogoś wołał? Tak, to imię&#8230; Nadine, skupiona do granic możliwości wsłuchiwała się w szum. Mężczyzna coraz bardziej zrozpaczony, krzyczał, próbując dojrzeć coś we mgle. W końcu usłyszała. &#8222;Josephine&#8221;&#8230;<br />
Wróciła. Jabłko upadło, a ją otaczała jeszcze gęstsza mgła. Padła na kolana, czuła, że materiał sukni klei się do jej pleców, po twarzy spływały jej strużki potu. Ale wiedziała co ma robić.<br />
Podeszła bliżej, powoli, by nie spłoszyć upiora. Siedział tam, gdzie się pojawił. Nadine wiedziała, że musi to rozegrać zanim upiór zacznie wołać. Wtedy kolejne dziecko z wioski zginie. Postąpiła kolejny krok. Teraz stała tuż przed upiorem. Spojrzał na nią pustymi, pozbawionymi tęczówek oczami, jego twarz była tak blada, że prawie zlewała się z mgłą. Dopiero po chwili, Nadine dostrzegła ranę na jego piersi. Powoli wyciągnęła rękę.<br />
- Tatusiu&#8230; &#8211; szepnęła, a upiór wbił w nią spojrzenie &#8211; Tatusiu, to ja.<br />
- Josephine? &#8211; ledwo usłyszała jego głos. A właściwie echo jego dawnego głosu.<br />
Nadine na moment zacisnęła powieki. Wiedziała, że to koniec.<br />
- Tak tatusiu, to ja. Wróciłam, cieszysz się?<br />
Z daleka dobiegło ją wołanie. Wiedziała, że Norman przyjdzie jej pomóc. Cieszyła się, że się spóźnił.<br />
- Josephine! &#8211; zawył upiór i rzucił się ku Nadine. Dziewczyna z uśmiechem rozłożyła ramiona, czekając na śmierć&#8230;</p>
<p>Mieszkańcy odetchnęli. Mgła rozwiała się błyskawicznie, a żadne z dzieci nie zginęło. Nawet ci, którzy utracili swoje pociechy, radowali się tego dnia razem z innymi.<br />
I tylko jeden młody mężczyzna wędrował powoli alejką obsadzoną jabłoniami. W rękach trzymał niewielki bukiecik polnych kwiatów. Ślady stóp zniknęły, zrozpaczony nie wiedział, gdzie złożyć kwiaty. Oberwał po kolei barwne płatki i przechadzając się powoli alejką, rozsypywał je na ziemi. Jego myśli zajmowało tylko jedno pytanie: dlaczego nie odpowiedziała, gdy ją wołał? Tylko on miał zapamiętać Nadine.<br />
Szalona Nadine &#8211; czym była&#8230;?</p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/igrovetrekk.wordpress.com/199/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/igrovetrekk.wordpress.com/199/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/igrovetrekk.wordpress.com/199/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/igrovetrekk.wordpress.com/199/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/igrovetrekk.wordpress.com/199/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/igrovetrekk.wordpress.com/199/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/igrovetrekk.wordpress.com/199/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/igrovetrekk.wordpress.com/199/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/igrovetrekk.wordpress.com/199/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/igrovetrekk.wordpress.com/199/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/igrovetrekk.wordpress.com/199/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/igrovetrekk.wordpress.com/199/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/igrovetrekk.wordpress.com/199/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/igrovetrekk.wordpress.com/199/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=igrovetrekk.wordpress.com&amp;blog=5796430&amp;post=199&amp;subd=igrovetrekk&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://igrovetrekk.wordpress.com/2009/02/22/dzikie-jablonie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
	
		<media:content url="http://1.gravatar.com/avatar/f6dadec3241d4ca88b2ce9b8cf131fda?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">Marta</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Ostatnie zdjęcia z Finlandii</title>
		<link>http://igrovetrekk.wordpress.com/2009/02/04/ostatnie-zdjecia-z-finlandii/</link>
		<comments>http://igrovetrekk.wordpress.com/2009/02/04/ostatnie-zdjecia-z-finlandii/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 04 Feb 2009 20:19:06 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Marta</dc:creator>
				<category><![CDATA[Comenius Project]]></category>
		<category><![CDATA[Comenius5]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://igrovetrekk.wordpress.com/?p=183</guid>
		<description><![CDATA[Wrzucam ostatnie zdjęcia z pobytu w Finlandii. Zrobiony przeze mnie aniołek z gliny. Nie śmiać się, moja pierwsza tego typu praca xD Misia ze Szczeną. Na łyżwach. Jak wyżej Michasia spotyka kulturę staro-fińską. Druga lekcja muzyki. Osobowość psychopatyczna. Szczena na lekcji biologii. Więcej zdjęć nie ma. A właściwie są, ale mi się ich porządkować nie [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=igrovetrekk.wordpress.com&amp;blog=5796430&amp;post=183&amp;subd=igrovetrekk&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Wrzucam ostatnie zdjęcia z pobytu w Finlandii.</p>
<p><img src="http://igrovetrekk.files.wordpress.com/2009/02/aniol-mini.jpg?w=497&#038;h=330" alt="aniol-mini" title="aniol-mini" width="497" height="330" class="aligncenter size-full wp-image-182" /></p>
<p>Zrobiony przeze mnie aniołek z gliny. Nie śmiać się, moja pierwsza tego typu praca xD</p>
<p><img src="http://igrovetrekk.files.wordpress.com/2009/02/skate.jpg?w=497&#038;h=330" alt="skate" title="skate" width="497" height="330" class="aligncenter size-full wp-image-184" /></p>
<p>Misia ze Szczeną. Na łyżwach.</p>
<p><img src="http://igrovetrekk.files.wordpress.com/2009/02/tirlitirli.jpg?w=497&#038;h=330" alt="tirlitirli" title="tirlitirli" width="497" height="330" class="aligncenter size-full wp-image-185" /></p>
<p>Jak wyżej</p>
<p><img src="http://igrovetrekk.files.wordpress.com/2009/02/misia.jpg?w=497&#038;h=747" alt="misia" title="misia" width="497" height="747" class="aligncenter size-full wp-image-186" /></p>
<p>Michasia spotyka kulturę staro-fińską. Druga lekcja muzyki.</p>
<p><img src="http://igrovetrekk.files.wordpress.com/2009/02/psychopata.jpg?w=497&#038;h=330" alt="psychopata" title="psychopata" width="497" height="330" class="aligncenter size-full wp-image-187" /></p>
<p>Osobowość psychopatyczna. Szczena na lekcji biologii.</p>
<p>Więcej zdjęć nie ma. A właściwie są, ale mi się ich porządkować nie chce. Jedynie fotki z rezerwatu wrzucę na Deviantarta. Smacznego.</p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/igrovetrekk.wordpress.com/183/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/igrovetrekk.wordpress.com/183/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/igrovetrekk.wordpress.com/183/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/igrovetrekk.wordpress.com/183/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/igrovetrekk.wordpress.com/183/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/igrovetrekk.wordpress.com/183/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/igrovetrekk.wordpress.com/183/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/igrovetrekk.wordpress.com/183/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/igrovetrekk.wordpress.com/183/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/igrovetrekk.wordpress.com/183/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/igrovetrekk.wordpress.com/183/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/igrovetrekk.wordpress.com/183/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/igrovetrekk.wordpress.com/183/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/igrovetrekk.wordpress.com/183/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=igrovetrekk.wordpress.com&amp;blog=5796430&amp;post=183&amp;subd=igrovetrekk&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://igrovetrekk.wordpress.com/2009/02/04/ostatnie-zdjecia-z-finlandii/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>6</slash:comments>
	
		<media:content url="http://1.gravatar.com/avatar/f6dadec3241d4ca88b2ce9b8cf131fda?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">Marta</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://igrovetrekk.files.wordpress.com/2009/02/aniol-mini.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">aniol-mini</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://igrovetrekk.files.wordpress.com/2009/02/skate.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">skate</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://igrovetrekk.files.wordpress.com/2009/02/tirlitirli.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">tirlitirli</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://igrovetrekk.files.wordpress.com/2009/02/misia.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">misia</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://igrovetrekk.files.wordpress.com/2009/02/psychopata.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">psychopata</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Herbata po skandynawsku</title>
		<link>http://igrovetrekk.wordpress.com/2009/01/25/herbata-po-skandynawsku/</link>
		<comments>http://igrovetrekk.wordpress.com/2009/01/25/herbata-po-skandynawsku/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 25 Jan 2009 18:41:14 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Marta</dc:creator>
				<category><![CDATA[Eseje]]></category>
		<category><![CDATA[finlandia]]></category>
		<category><![CDATA[Herbata]]></category>
		<category><![CDATA[mentalność finów]]></category>
		<category><![CDATA[mentalność skandynawów]]></category>
		<category><![CDATA[skandynawia]]></category>
		<category><![CDATA[wspomnienia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://igrovetrekk.wordpress.com/?p=180</guid>
		<description><![CDATA[Słodki smak owocowej herbaty, którą dostałam w prezencie, przypomina mi o jednym z przyjemniejszych zwyczajów fińskiej rodziny. Rodzinne picie wieczornej herbaty, było chyba najbardziej wyciszającą chwilą w ciągu całego dnia. Myślę, że to taka skandynawska tradycja, złapać chociaż kilka minut w rodzinnym gronie, na wyłowienie z puszki, herbaty o ulubionym smaku i z parującymi kubkami [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=igrovetrekk.wordpress.com&amp;blog=5796430&amp;post=180&amp;subd=igrovetrekk&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Słodki smak owocowej herbaty, którą dostałam w prezencie, przypomina mi o jednym z przyjemniejszych zwyczajów fińskiej rodziny. Rodzinne picie wieczornej herbaty, było chyba najbardziej wyciszającą chwilą w ciągu całego dnia. Myślę, że to taka skandynawska tradycja, złapać chociaż kilka minut w rodzinnym gronie, na wyłowienie z puszki, herbaty o ulubionym smaku i z parującymi kubkami w dłoniach porozmawiać o wszystkim. Dosłownie, bo dla Skandynawów &#8222;wszystko&#8221; nie znaczy &#8222;nic&#8221;, jak mówi się u nas w Polsce. Dla nich powiedzieć &#8222;wszystko&#8221; to po prostu alternatywa dla milczenia, a nie zawoalowana słowna pustka.<br />
Mówi się, że moment zetknięcia się z czymś nowym, jest momentem decydującym, który znacznie wpłynie na dalszy odbiór owej nowości. Moja rzeczywistość święcie w to wierzyła, dopóki nie zderzyła się z Finami. Na początku jest tylko dystans, zupełnie inny niż ten, jaki dzieli dwoje nieznanych sobie ludzi chociażby w naszym kraju. Ten dystans jest raczej łagodnym napomnieniem: pamiętaj, jesteś ty i jesteśmy my. Nie ma w tym ani cienia agresji, tak często spotykanej, wręcz kultywowanej przez dzisiejsze społeczeństwa. Ten dystans zapewnia kulturze Finów czystość, bez tandetnych wpływów dzisiejszych mediów czy mody. Skandynawowie, choć są bardzo otwarci wobec obcokrajowców, w ten sposób chronią to co dla nich najcenniejsze &#8211; własną tożsamość. Zatem jak cenną i pożądaną cechą jest spokój, odczuwany w kontaktach nie tylko z mieszkańcami Finlandii, ale całej Skandynawii, można się bardzo łatwo przekonać. Z czasem przychodzi zrozumienie, dla specyficznego sposobu kontaktu, jaki rodzi się między ludźmi w Skandynawii. Niestety zrozumienie, jak zawsze potrzebuje wiedzy, nie inaczej jest w tym przypadku.<br />
W języku fińskim nie ma formy grzecznościowej, co może na początku dziwić. Podobnie jest w przypadku germańskiej części języków Skandynawii &#8211; forma grzecznościowa nie istnieje, bądź jest bardzo rzadko używana. Skandynawowie po prostu nie dopuszczają do podziału społeczeństwa na wyższe i niższe warstwy, tutaj o wartości człowieka decydują zasady moralne jakie niesie w sobie, a nie jego dorobek materialny. Brzmi to bardzo utopijnie, ale tak jest, choć komuś kto oswoił się już z wszechobecnym chamstwem i nieuczciwą walką o prestiż, trudno w to uwierzyć. Od samego początku pobytu w Finlandii stykam się z bardziej otwartymi relacjami międzyludzkimi niż we wcześniej odwiedzonych przeze mnie zakątkach Świata. I mimo tego, pojedynczy mieszkaniec Skandynawii darzy drugiego człowieka większym szacunkiem, niż wszyscy mieszkańcy krajów Europy Środkowej razem wzięci. Taka jest niestety smutna i przede wszystkim mało chwalebna dla nas prawda &#8211; jeżeli chodzi o poziom relacji i budowanych więzi międzyludzkich, Polacy nie sięgają do kostek Skandynawom.<br />
Zagłębiając się w fascynujące obszary początków ludzkiej kultury i ścieżki, którymi podążała jej ewolucja zadaję sobie jedno, niezwykle nurtujące mnie pytanie: w czym tak bardzo różniła się kultura słowiańska od skandynawskiej, że dzisiaj niewiele o niej wiemy, a kolejne pokolenia okazują się być pod tym względem ignorantami? Pytanie to powróciło do mnie w czasie przeprawy przez fiński rezerwat. Zawsze uważałam, że szacunek jaki Skandynawowie darzą naturę i dawne wierzenia, jest cechą, która praktycznie wymarła w innych rejonach Europy. W Finlandii na każdym kroku czuje się jej Ducha przepełniającego każdego Fina już od samych jego narodzin. Dlaczego nie odczuwa się tego samego w Europie Środkowej? Kto zabił naszego słowiańskiego Ducha? A może po prostu sam odszedł, bezsilny wobec braku szacunku i dobrej woli&#8230;<br />
Dość surowy klimat i niegościnne warunki, przede wszystkim ukształtowanie terenu zmusiły Ludzi Północy do współpracy i ten stan utrzymuje się do dzisiaj. Wszystko w Skandynawii oparte jest na wspólnym działaniu, przy jednoczesnym zachowaniu indywidualności &#8211; Skandynawowie jak żaden inny naród, szanują czyjąś własność. A przodują w tym Finowie, pewnie dlatego, że w Finlandii jest statystycznie najmniej Polaków. Okrutne, ale prawdziwe. Oczywiście nie wszystko jest takie piękne i nie można powiedzieć, że to kwestia wychowania w duchu chrześcijańskich zasad moralnych. Myślę, że więcej z uczciwością Skandynawów miała wspólnego obowiązująca już przed nastaniem średniowiecza, kara obcinania ręki za kradzież. Poza tym, dla człowieka honorowego i przede wszystkim dumnego, jakim jest mieszkaniec Półwyspu Skandynawskiego, kradzież była największym wstydem. Ponadto, takiego złodziejaszka od razu izolowano od reszty społeczeństwa, a to oznaczało nastanie dla niego ciężkich czasów, wszak Skandynawia była krainą nieprzyjazną dla homo sapiens.<br />
Idąc tym tokiem rozumowania, zastanawiam się, dlaczego Polacy są tacy, jacy są. Oszem, Mateczka Rosja opowiadała nam bardzo brzydkie bajki na dobranoc, ale jej czas minął. W takim razie, dlaczego nie potrafimy wyzbyć się braku zaufania i rozbudzić w sobie pokładów życzliwości, które, święcie w to wierzę, drzemią w każdym człowieku? Problem chyba leży głównie w nastawieniu do życia. Polacy sami o sobie mówią, że są realistami, ale ten nasz polski realizm wynika z pesymizmu nie pozwalającego nam na pogodzenie się z faktem, że możemy nie mieć racji. Dlatego też, siedząc z kubkiem fińskiej herbaty, rozmyślam o przepięknej oraz wielce przeze mnie cenionej naturze Skandynawów i zastanawiam się, jakie warunki, wpłynęłyby na to, by w polskiej mentalności w końcu zakorzeniły się pojęcia takie jak &#8222;szacunek&#8221;, &#8222;optymizm&#8221;, czy po prostu &#8222;współpraca&#8221;&#8230;</p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/igrovetrekk.wordpress.com/180/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/igrovetrekk.wordpress.com/180/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/igrovetrekk.wordpress.com/180/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/igrovetrekk.wordpress.com/180/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/igrovetrekk.wordpress.com/180/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/igrovetrekk.wordpress.com/180/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/igrovetrekk.wordpress.com/180/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/igrovetrekk.wordpress.com/180/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/igrovetrekk.wordpress.com/180/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/igrovetrekk.wordpress.com/180/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/igrovetrekk.wordpress.com/180/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/igrovetrekk.wordpress.com/180/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/igrovetrekk.wordpress.com/180/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/igrovetrekk.wordpress.com/180/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=igrovetrekk.wordpress.com&amp;blog=5796430&amp;post=180&amp;subd=igrovetrekk&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://igrovetrekk.wordpress.com/2009/01/25/herbata-po-skandynawsku/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
	
		<media:content url="http://1.gravatar.com/avatar/f6dadec3241d4ca88b2ce9b8cf131fda?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">Marta</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Comenius Project &#8211; SaiPa! cz.II</title>
		<link>http://igrovetrekk.wordpress.com/2009/01/11/comenius-project-saipa-czii/</link>
		<comments>http://igrovetrekk.wordpress.com/2009/01/11/comenius-project-saipa-czii/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 11 Jan 2009 13:52:41 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Marta</dc:creator>
				<category><![CDATA[Comenius Project]]></category>
		<category><![CDATA[Comenius5]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://igrovetrekk.wordpress.com/?p=136</guid>
		<description><![CDATA[Druga część zdjęć z wyprawy do Helsinek: Jeszcze z Mantsali Z dworca w Helsinkach Helsinki W muzeum w Helsinkach Reklama Canona &#8222;Cziken in da hol&#8221; Wywiad z Niemcami Mecz w hali międzynarodowej: Jokerit vs. Saipa. Saipa roxz!<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=igrovetrekk.wordpress.com&amp;blog=5796430&amp;post=136&amp;subd=igrovetrekk&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Druga część zdjęć z wyprawy do Helsinek:</p>
<p><img src="http://igrovetrekk.files.wordpress.com/2009/01/widok3.jpg?w=497&#038;h=330" alt="widok3" title="widok3" width="497" height="330" class="aligncenter size-full wp-image-140" /></p>
<p><img src="http://igrovetrekk.files.wordpress.com/2009/01/dworzecq.jpg?w=497&#038;h=330" alt="dworzecq" title="dworzecq" width="497" height="330" class="aligncenter size-full wp-image-137" /></p>
<p><img src="http://igrovetrekk.files.wordpress.com/2009/01/dworzec1.jpg?w=497&#038;h=330" alt="dworzec1" title="dworzec1" width="497" height="330" class="aligncenter size-full wp-image-138" /></p>
<p><img src="http://igrovetrekk.files.wordpress.com/2009/01/dworzec3.jpg?w=497&#038;h=330" alt="dworzec3" title="dworzec3" width="497" height="330" class="aligncenter size-full wp-image-139" /></p>
<p>Jeszcze z Mantsali</p>
<p><img src="http://igrovetrekk.files.wordpress.com/2009/01/hel.jpg?w=497&#038;h=330" alt="hel" title="hel" width="497" height="330" class="aligncenter size-full wp-image-141" /></p>
<p><img src="http://igrovetrekk.files.wordpress.com/2009/01/misia-w-helsinkach.jpg?w=497&#038;h=330" alt="misia-w-helsinkach" title="misia-w-helsinkach" width="497" height="330" class="aligncenter size-full wp-image-142" /></p>
<p>Z dworca w Helsinkach</p>
<p><img src="http://igrovetrekk.files.wordpress.com/2009/01/helsinki.jpg?w=497&#038;h=330" alt="helsinki" title="helsinki" width="497" height="330" class="aligncenter size-full wp-image-143" /></p>
<p>Helsinki</p>
<p><img src="http://igrovetrekk.files.wordpress.com/2009/01/wmuzeum.jpg?w=497&#038;h=330" alt="wmuzeum" title="wmuzeum" width="497" height="330" class="aligncenter size-full wp-image-144" /></p>
<p>W muzeum w Helsinkach</p>
<p><img src="http://igrovetrekk.files.wordpress.com/2009/01/reklama-canona.jpg?w=497&#038;h=330" alt="reklama-canona" title="reklama-canona" width="497" height="330" class="aligncenter size-full wp-image-145" /></p>
<p>Reklama Canona</p>
<p><img src="http://igrovetrekk.files.wordpress.com/2009/01/kura-in-da-holl.jpg?w=497&#038;h=330" alt="kura-in-da-holl" title="kura-in-da-holl" width="497" height="330" class="aligncenter size-full wp-image-146" /></p>
<p>&#8222;Cziken in da hol&#8221;</p>
<p><img src="http://igrovetrekk.files.wordpress.com/2009/01/camera-man.jpg?w=497&#038;h=330" alt="camera-man" title="camera-man" width="497" height="330" class="aligncenter size-full wp-image-147" /></p>
<p>Wywiad z Niemcami</p>
<p><img src="http://igrovetrekk.files.wordpress.com/2009/01/mecz4.jpg?w=497&#038;h=330" alt="mecz4" title="mecz4" width="497" height="330" class="aligncenter size-full wp-image-148" /></p>
<p><img src="http://igrovetrekk.files.wordpress.com/2009/01/mecz5.jpg?w=497&#038;h=330" alt="mecz5" title="mecz5" width="497" height="330" class="aligncenter size-full wp-image-150" /></p>
<p><img src="http://igrovetrekk.files.wordpress.com/2009/01/dsc_0509.jpg?w=497&#038;h=330" alt="dsc_0509" title="dsc_0509" width="497" height="330" class="aligncenter size-full wp-image-151" /></p>
<p>Mecz w hali międzynarodowej: Jokerit vs. Saipa.<br />
Saipa roxz!</p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/igrovetrekk.wordpress.com/136/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/igrovetrekk.wordpress.com/136/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/igrovetrekk.wordpress.com/136/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/igrovetrekk.wordpress.com/136/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/igrovetrekk.wordpress.com/136/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/igrovetrekk.wordpress.com/136/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/igrovetrekk.wordpress.com/136/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/igrovetrekk.wordpress.com/136/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/igrovetrekk.wordpress.com/136/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/igrovetrekk.wordpress.com/136/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/igrovetrekk.wordpress.com/136/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/igrovetrekk.wordpress.com/136/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/igrovetrekk.wordpress.com/136/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/igrovetrekk.wordpress.com/136/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=igrovetrekk.wordpress.com&amp;blog=5796430&amp;post=136&amp;subd=igrovetrekk&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://igrovetrekk.wordpress.com/2009/01/11/comenius-project-saipa-czii/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
	
		<media:content url="http://1.gravatar.com/avatar/f6dadec3241d4ca88b2ce9b8cf131fda?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">Marta</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://igrovetrekk.files.wordpress.com/2009/01/widok3.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">widok3</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://igrovetrekk.files.wordpress.com/2009/01/dworzecq.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">dworzecq</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://igrovetrekk.files.wordpress.com/2009/01/dworzec1.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">dworzec1</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://igrovetrekk.files.wordpress.com/2009/01/dworzec3.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">dworzec3</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://igrovetrekk.files.wordpress.com/2009/01/hel.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">hel</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://igrovetrekk.files.wordpress.com/2009/01/misia-w-helsinkach.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">misia-w-helsinkach</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://igrovetrekk.files.wordpress.com/2009/01/helsinki.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">helsinki</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://igrovetrekk.files.wordpress.com/2009/01/wmuzeum.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">wmuzeum</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://igrovetrekk.files.wordpress.com/2009/01/reklama-canona.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">reklama-canona</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://igrovetrekk.files.wordpress.com/2009/01/kura-in-da-holl.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">kura-in-da-holl</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://igrovetrekk.files.wordpress.com/2009/01/camera-man.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">camera-man</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://igrovetrekk.files.wordpress.com/2009/01/mecz4.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">mecz4</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://igrovetrekk.files.wordpress.com/2009/01/mecz5.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">mecz5</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://igrovetrekk.files.wordpress.com/2009/01/dsc_0509.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">dsc_0509</media:title>
		</media:content>
	</item>
	</channel>
</rss>
