Słodki smak owocowej herbaty, którą dostałam w prezencie, przypomina mi o jednym z przyjemniejszych zwyczajów fińskiej rodziny. Rodzinne picie wieczornej herbaty, było chyba najbardziej wyciszającą chwilą w ciągu całego dnia. Myślę, że to taka skandynawska tradycja, złapać chociaż kilka minut w rodzinnym gronie, na wyłowienie z puszki, herbaty o ulubionym smaku i z parującymi kubkami w dłoniach porozmawiać o wszystkim. Dosłownie, bo dla Skandynawów “wszystko” nie znaczy “nic”, jak mówi się u nas w Polsce. Dla nich powiedzieć “wszystko” to po prostu alternatywa dla milczenia, a nie zawoalowana słowna pustka.
Mówi się, że moment zetknięcia się z czymś nowym, jest momentem decydującym, który znacznie wpłynie na dalszy odbiór owej nowości. Moja rzeczywistość święcie w to wierzyła, dopóki nie zderzyła się z Finami. Na początku jest tylko dystans, zupełnie inny niż ten, jaki dzieli dwoje nieznanych sobie ludzi chociażby w naszym kraju. Ten dystans jest raczej łagodnym napomnieniem: pamiętaj, jesteś ty i jesteśmy my. Nie ma w tym ani cienia agresji, tak często spotykanej, wręcz kultywowanej przez dzisiejsze społeczeństwa. Ten dystans zapewnia kulturze Finów czystość, bez tandetnych wpływów dzisiejszych mediów czy mody. Skandynawowie, choć są bardzo otwarci wobec obcokrajowców, w ten sposób chronią to co dla nich najcenniejsze – własną tożsamość. Zatem jak cenną i pożądaną cechą jest spokój, odczuwany w kontaktach nie tylko z mieszkańcami Finlandii, ale całej Skandynawii, można się bardzo łatwo przekonać. Z czasem przychodzi zrozumienie, dla specyficznego sposobu kontaktu, jaki rodzi się między ludźmi w Skandynawii. Niestety zrozumienie, jak zawsze potrzebuje wiedzy, nie inaczej jest w tym przypadku.
W języku fińskim nie ma formy grzecznościowej, co może na początku dziwić. Podobnie jest w przypadku germańskiej części języków Skandynawii – forma grzecznościowa nie istnieje, bądź jest bardzo rzadko używana. Skandynawowie po prostu nie dopuszczają do podziału społeczeństwa na wyższe i niższe warstwy, tutaj o wartości człowieka decydują zasady moralne jakie niesie w sobie, a nie jego dorobek materialny. Brzmi to bardzo utopijnie, ale tak jest, choć komuś kto oswoił się już z wszechobecnym chamstwem i nieuczciwą walką o prestiż, trudno w to uwierzyć. Od samego początku pobytu w Finlandii stykam się z bardziej otwartymi relacjami międzyludzkimi niż we wcześniej odwiedzonych przeze mnie zakątkach Świata. I mimo tego, pojedynczy mieszkaniec Skandynawii darzy drugiego człowieka większym szacunkiem, niż wszyscy mieszkańcy krajów Europy Środkowej razem wzięci. Taka jest niestety smutna i przede wszystkim mało chwalebna dla nas prawda – jeżeli chodzi o poziom relacji i budowanych więzi międzyludzkich, Polacy nie sięgają do kostek Skandynawom.
Zagłębiając się w fascynujące obszary początków ludzkiej kultury i ścieżki, którymi podążała jej ewolucja zadaję sobie jedno, niezwykle nurtujące mnie pytanie: w czym tak bardzo różniła się kultura słowiańska od skandynawskiej, że dzisiaj niewiele o niej wiemy, a kolejne pokolenia okazują się być pod tym względem ignorantami? Pytanie to powróciło do mnie w czasie przeprawy przez fiński rezerwat. Zawsze uważałam, że szacunek jaki Skandynawowie darzą naturę i dawne wierzenia, jest cechą, która praktycznie wymarła w innych rejonach Europy. W Finlandii na każdym kroku czuje się jej Ducha przepełniającego każdego Fina już od samych jego narodzin. Dlaczego nie odczuwa się tego samego w Europie Środkowej? Kto zabił naszego słowiańskiego Ducha? A może po prostu sam odszedł, bezsilny wobec braku szacunku i dobrej woli…
Dość surowy klimat i niegościnne warunki, przede wszystkim ukształtowanie terenu zmusiły Ludzi Północy do współpracy i ten stan utrzymuje się do dzisiaj. Wszystko w Skandynawii oparte jest na wspólnym działaniu, przy jednoczesnym zachowaniu indywidualności – Skandynawowie jak żaden inny naród, szanują czyjąś własność. A przodują w tym Finowie, pewnie dlatego, że w Finlandii jest statystycznie najmniej Polaków. Okrutne, ale prawdziwe. Oczywiście nie wszystko jest takie piękne i nie można powiedzieć, że to kwestia wychowania w duchu chrześcijańskich zasad moralnych. Myślę, że więcej z uczciwością Skandynawów miała wspólnego obowiązująca już przed nastaniem średniowiecza, kara obcinania ręki za kradzież. Poza tym, dla człowieka honorowego i przede wszystkim dumnego, jakim jest mieszkaniec Półwyspu Skandynawskiego, kradzież była największym wstydem. Ponadto, takiego złodziejaszka od razu izolowano od reszty społeczeństwa, a to oznaczało nastanie dla niego ciężkich czasów, wszak Skandynawia była krainą nieprzyjazną dla homo sapiens.
Idąc tym tokiem rozumowania, zastanawiam się, dlaczego Polacy są tacy, jacy są. Oszem, Mateczka Rosja opowiadała nam bardzo brzydkie bajki na dobranoc, ale jej czas minął. W takim razie, dlaczego nie potrafimy wyzbyć się braku zaufania i rozbudzić w sobie pokładów życzliwości, które, święcie w to wierzę, drzemią w każdym człowieku? Problem chyba leży głównie w nastawieniu do życia. Polacy sami o sobie mówią, że są realistami, ale ten nasz polski realizm wynika z pesymizmu nie pozwalającego nam na pogodzenie się z faktem, że możemy nie mieć racji. Dlatego też, siedząc z kubkiem fińskiej herbaty, rozmyślam o przepięknej oraz wielce przeze mnie cenionej naturze Skandynawów i zastanawiam się, jakie warunki, wpłynęłyby na to, by w polskiej mentalności w końcu zakorzeniły się pojęcia takie jak “szacunek”, “optymizm”, czy po prostu “współpraca”…
Napisane w Eseje
Tagi: finlandia, Herbata, mentalność finów, mentalność skandynawów, skandynawia, wspomnienia